28 września 2023 r.
Emil Pyzik : Historia 11 wiosek w Gminie Mysłakowice Cz.6

Szósta cześć artykułu Emila Pyzika

27 listopada 1818 roku hrabia pisał do generałowej von Clausewitz ... Czcigodna Pani, otrzymuje Pani list, od jednego z najbardziej zapracowanych ludzi, jacy obecnie istnieją na Śląsku, ponieważ mało co innego czynie, jak tylko zarządzam, rozbieram, urządzam, krążę dookoła, składam wizyty, przyjmuję gości, a przy tym jestem zupełnie sam, jeśli pominąć pana Raabego...W wyniku modernizacji pałacu, mającej nadać mu bardziej okazałą postać i zwiększyć jego powierzchnię przez wzniesienie półpiętra, powstała przytulna wiejska siedziba. Szczególna wrażliwość marszałka na piękno przyrody znalazła też wyraz w

silniejszym powiązaniu rezydencji z krajobrazem, dzięki dobudowaniu oszklonej werandy i tarasu, z którego otwierał się daleki widok na góry. Zachowało się kilka przekazów ikonograficznych, głównie rycin, przedstawiających pałac po modernizacji Raabego. Do najwcześniejszych należy zaliczyć widoki A. Tittela z około 1822 roku, powstałe w 6 lat po przebudowie rezydencji oraz rysunek inwentaryzacyjny sporządzony w roku 1832 w związku z adaptacją budowli na potrzeby nowego właściciela, króla Fryderyka Wilhelma III. Rysunek ten zawierał również rzuty wszystkich kondygnacji.

W efekcie przebudowy pałac zachował plan podkowy, otwarty w kierunku gór dziedziniec zamknięty został jednak od południa przez przeszklony przedsionek, nad którym umieszczono werandę poprzedzoną tarasem. Po przeciwnej stronie fasadę ogrodową zaakcentował pośrodku trzykondygnacjowy ryzalit z wąskim tarasem, wsparty na 4 filarach, między którymi ukształtowany był portal. Łamany dach zastąpiono dachem 4-spadowym z okrągłym belwederem krytym kopułą, osadzoną pośrodku kalenicy.

Okna pałacu były prostokątne i kwadratowe z wyjątkiem 5 wielkich w dobudowanym przedsionku. Naroża budynku ujęte zostały w ukośne przypory, boniowane podobnie jak lizeny ( pionowy występ muru często w postaci kolumienki) na parterze elewacji ogrodowej. W części centralnej pałacu znajdowała się sień o planie prostokąta. Dziedziniec zabudowany przez Raabego w okresie modernizacji zaczął pełnić funkcję sieni. Pomieszczenia pałacowe na parterze i pierwszym piętrze zostały podzielone na szereg mniejszych pokoi za pomocą nowych ścianek. Dzięki reprodukcjom 3 starych grafik możemy poznać, chociaż w części, urządzenie wnętrz pałacowych za czasów marszałka. Okazały salon ukazuje zapewne największe spośród wnętrz pałacowych: prostokątny pokój położony na parterze w skrzydle wschodnim. Pozbawiony w części środkowej prawie całkowicie mebli, pokój ten mógł pełnić także funkcje sali balowej. Ocienione podwieszonymi portierami dwa okna, za którymi widać było oficynę, otwierały się w stronę dziedzińca przedpałacowego. Usytuowane naprzeciw siebie dwa zamknięte arkadą przejścia prowadziły do niewielkiego podłużnego pokoju od strony wschodniej oraz do nowej sieni, ukształtowanej po zachodniej stronie w wyniku zabudowy otwartego niegdyś dziedzińca. W ścianie wschodniej uformowana została półkolista wnęka, mieszcząca marmurowe popiersie na wysokim cokole. Pokój zdobiły meble w stylu biedermeier – sofa, kanapa, krzesła i stoliki, ustawione wzdłuż ścian. Podłogę przykrywał wielki puszysty dywan, wnętrze oświetlał natomiast kandelabr, wiszący pośrodku sufitu.

Nad salonem znajdował się drugi okazały pokój, położony na piętrze w skrzydle wschodnim. Jego okna otwierały się także na południe, w stronę panoramy gór. Były tu dwa wejścia położone naprzeciw siebie. Wschodnie prowadzące do niewielkiego pokoju i zachodnie wiodące do zimowego ogrodu, założonego w oszklonej werandzie nad sienią. Pokój ten miał wyraźne cechy wnętrza o charakterze reprezentacyjnym z ozdobnym kasetonowym stropem i mozaikową posadzką. Meble w stylu biedermeier, oraz obrazy na ścianach czyniły wnętrze eleganckim z kameralną atmosferą.

Znajdujący się w dobudowanej części niewielki pokój do pracy marszałka, położony był w środku wschodniego skrzydła. Jego wnętrze wypełnione było prostymi drewnianymi meblami. Ciepłymi akcentami były jedynie dwa obrazy oraz ozdobny piec. Inwestycje przeprowadzone przez marszałka w Mysłakowicach obejmowały nie tylko modernizację pałacu, ale także budowę nowego folwarku około 1818 roku....Siedzę teraz i urządzam tutejszy dom, aby mógł on przyjąć w zimie moją liczną rodzinę. Każę zrujnowane budynki gospodarcze rozebrać, a na ich miejscu zbudować lepsze i ładniejsze... pisał do pani von Clausewitz w liście z 27 listopada 1816 roku. Budynki te, a było ich 5, jak wskazuje mapa z lat 1825-1827, zgrupowane zostały wokół kwadratowego dziedzińca, położonego przy

drodze, zwanej wówczas ulicą Gneisenau. ...Co tyczy się moich tutejszych budowli, inwestycji i ulepszeń to wszystko wygląda jeszcze dość surowo i nie można oczekiwać, że zakończę prace w tym roku...pisał w liście z 17 lipca 1818 roku... Jednak moje stajnie są już gotowe i stoją w nich 4 nowe konie angielskie i 2 meklemburskie konie pociągowe...

Powstała też niewielka oranżeria, która jednak się nie zachowała. 5 lipca 1822 roku umiera córka Agnes którą pochowano przy kościele w Łomnicy. Pałac w Mysłakowicach odwiedzili członkowie rodziny królewskiej, a także sami władcy, dodając splendoru właścicielowi. W październiku 1818 roku, gdy marszałek przebywał w Berlinie, Mysłakowice odwiedził Fryderyk Wilhelm III-następca tronu i książę Wilhelm (późniejszy cesarz). Przyjęła i ugościła ich żona marszałka, Karolina. 14 września 1828 roku zatrzymał się tu na odpoczynek król Fryderyk Wilhelm III, podążający do Karpnik do swego brata.

W roku 1830 pałace w Karpnikach i Mysłakowicach ponownie zostały zaszczycone, królewskimi odwiedzinami, albowiem dwory berliński i petersburski wyznaczyły sobie spotkanie w górskich okolicach. Przybyli tu wraz z małżonkami car Rosji Mikołaj i król Prus Fryderyk Wilhelm III.W nawale zajęć gospodarskich i towarzyskich hrabia znalazł czas na to, aby troskliwie zająć się mieszkańcami wsi, szczególnie tkaczami. W 1826 roku wybudował szkołę, którą często odwiedzał. Interesował się postępami w nauce, czasami egzaminował z matematyki i dobrym uczniom przyznawał specjalne nagrody.

Pierwsza wzmianka o istnieniu przy pałacu założenia ogrodowego o reprezentacyjnym i ozdobnym charakterze pochodzi z 7 sierpnia 1809 roku. Proste drogi dzieliły powierzchnię założenia na czworoboczne kwatery. W 1830 r. podana została informacja, że marszałek przekazał na potrzeby szkoły wspaniały pawilon ogrodowy. W południowej stronie folwarku, znajdowały się dawne rozlewiska Łomnicy, które zostały z czasem uregulowane, otoczone groblami i obsadzone drzewami. W I części XIX wieku stawy mogły być zarybione, a groble częściowo wykorzystane do celów spacerowych. Wokół stawów rozciągały się dworskie łąki.

Powstanie pierwszego ogrodu, położonego za rezydencją należy wiązać z działalnością hrabiego von Gneisenau. Głównym elementem tego założenia była nachylona do północy rozległa polana widokowa. Kończyła się od tyłu stromą skarpą terenową, u stóp której rozciągał się regularny, prawie kwadratowy staw. Boki polany były formowane i obsadzane drzewami. Równolegle do zachodniej granicy biegł łańcuch niewielkich sztucznych pagórków, wzdłuż których prowadziła stromo w dół wąska romantyczna promenada, obsadzona szpalerem buków. Dzika promenada mysłakowickiego ogrodu sentymentalnego obejmowała także teren zwierzyńca, usytuowanego po wschodniej stronie polany widokowej.

Porastała go gęstwina drzew, wśród których biegła łukiem ścieżka wiodąca po skarpie w stronę folwarku. Istotnym elementem tego niewielkiego ogrodu była platforma widokowa w północno-zachodnim narożu polany. Jak pisał pastor Heyne w 1822 r. ...Powabny park otacza siedzibę pańską, pełną dobrego smaku. Na jej dachu wznosi się belweder, z którego miłujące naturę towarzystwo może rozkoszować się widokiem całej doliny, aż po szczyty gór...

Przed fasadą pałacu znajdował się wówczas kolisty gazon z okrągłą fontanną pośrodku. Przez wijące się drogi, klomby krzewów i kulistych drzew powiązany był z parkiem sentymentalnym, położonym za pałacem. Nowy stosunek do przyrody, znalazł wyraz w kształtowaniu platformy widokowej, otwartej na staw położony w dole i górę Mrowiec. Park ten, ukształtowany w epoce wczesnego romantyzmu, z uwagi na swą niewielką skalę nie może konkurować z wielkimi założeniami powstałymi wtedy na terenie Śląska.

Jednak mysłakowickie założenie powiązane z Bukowcem drogą spacerową biegnącą u podnóża Mrowca, było istotnym elementem romantycznego krajobrazu parkowego, ukształtowanego w Karkonoszach w I połowie XIX wieku. Za czasów marszałka zaadaptowane zostało na cele rekreacyjne wzgórze Mrowiec. Jesienią 1824 roku pisał hrabia do pani von Clausewitz.

...Ja poleciłem na Mrowcu płaski blok skalny otoczyć murem, oraz umieścić tam biegnącą wokół niego piaskowcową ławkę. Widok rozciągający się stąd należy do najpiękniejszych w górach... W miejscu tym odbywały się pikniki i majówki, a wszystko wśród sielankowej jeszcze atmosfery, nadającej zabawie ów szczególny powab. Jak pisał dalej w liście do pani generałowej von Clausewitz...Zaprosiłem tutaj mieszkańców Ciszycy, Karpnik i Bukowca, tylko na kawę z ciastkami i lodami. Dwie oktawy krów rozmieściłem w lesie, zaopatrzone w czysto brzmiące dzwonki metalowe. Klarneciści siedzieli w krzakach i pozwalali grzmieć fujarom, trębacze zaś na rogach w pewnej odległości wykonywali myśliwskie utwory. To było jednocześnie bardzo mało, otaczająca nas wspaniała przyroda robiła znacznie więcej niż owa skromna oranżacja...

Adaptacja góry Mrowiec na cele rekreacyjne i budowa tam kamiennego stołu oraz ławki, służących piknikom i majówkom, była przejawem nowego stosunku do natury. Odbywały się one w otoczeniu wspaniałej górskiej przyrody Mysłakowic. Delikatne odgłosy dzwonków zawieszonych u szyi krów oraz dźwięki myśliwskich utworów granych przez ukrytych w krzakach klarnecistów i trębaczy miały wzbogacić przeżycia, których dostarczały zarówno miła zabawa, jak i podziwianie przyrody.

Za czasów marszałka dokonana więc została pierwsza generalna przebudowa całej posiadłości. W jej wyniku powstała przytulna, zespolona z malowniczą okolicą wiejska rezydencja, która była odzwierciedleniem stylu życia ówczesnych jej właścicieli.

W 1825 r. wieś składała się z 3 części, majątek obejmował 2.900 morgów, była tu już szkoła ewangelicka z nauczycielem i 149 domów, piętrowy pałac, 3 folwarki, 2 młyny wodne, 2 warsztaty tkackie. W okolicy wydobywano skaleń, zwany wówczas szpatem polnym, który wykorzystywano w berlińskiej fabryce porcelany.

Gdy w 1830 r. na ziemiach polskich wybuchło powstanie listopadowe, marszałek został powołany na stanowisko dowódcy. Opuścił Mysłakowice, by ich więcej nie zobaczyć. Przebywając w Poznaniu, bo tam była główna kwatera armii, zaraził się cholerą i zmarł 23 sierpnia 1831 roku. Został pochowany w Poznaniu tymczasowo, gdyż jego życzeniem było spocząć w ulubionych Mysłakowicach. Myśli o przewiezieniu zwłok jednak zaniechano, ponieważ rodzina nie była w stanie utrzymać dóbr w Mysłakowicach i Sommerschenburg. Zdecydowano się na zachowanie tych drugich, bo były darem królewskim, i tam w 1841 roku spoczęły zwłoki Augusta von Gneisenau. Pogrzeb odbył się przy udziale króla i jego braci. Odsłonięto również pomnik który ufundowała armia.

Po śmierci marszałka mysłakowiczanie byli nieutuleni w żalu. Zdawali sobie sprawę, że ni będzie prędko tak dobrego gospodarza. Jeszcze w 1887 roku wspominano pana, który dobrze rządził. To za jego czasów wieś zaczęto nazywać perłą śląska i wdziękiem natury.

 

5. Mysłakowice własnością Hohenzollernów – pruskiej rodziny królewskiej.

  1. Król pruski Fryderyk Wilhelm III ( 1832 – 1840 ).

 

Szczęście dopisało Mysłakowicom. Jesienią 1832 roku kupił je król pruski Fryderyk Wilhelm III (1770-1840, król Prus od 1797r.) i przeznaczył na letnią rezydencję. Zapłacił potomkom marszałka Gneisenau 156.000 talarów reńskich. Urzędnicy osadzeni tu przez marszałka znaleźli nowego, tym razem królewskiego pana, co spowodowało podwyższenie ich poborów oraz znaczenia w okolicy. Stary sługa Gneisenau-Kohn, po sprzedaniu pałacu jeszcze przez dwa lata pełnił zaszczytną funkcję kasztelana zamku, następnie na własną prośbę został przeniesiony w stan spoczynku. Jego następcą był niejaki Albert, który do 1871 roku do śmierci pełnił wiernie tę funkcję. Całą gospodarką zarządzał wyższy urzędnik Witwer, będący jednocześnie skarbnikiem kasy gospodarczej.

Chociaż król odwiedzał Mysłakowice rzadko i zwykle przebywał w nich przez kilka tygodni ( 1835, 1838, 1839r. ), spowodował, że zaszły tu wielkie zmiany. Na nowo urządzono i umeblowano pałac – na wzór zamku Flatów niedaleko Berlina. W czasie wizyt królewskich

dwór umieszczany był w browarze ( później szpital ) lub w gospodzie gminnej, korzystano również z gościnności okolicznych dworów. W owych latach Mysłakowice i króla odwiedzili: caryca Elżbieta, książę Fryderyk Niderlandzki wraz z małżonką księżną Luizą, następca tronu Fryderyk Wilhelm IV, książę Karol von Mecklenburg, książę Jan ( brat cesarza austriackiego ) i inni.

Od 1833 roku Józef Lenne tworzył piękny park krajobrazowy. Aby nie szpecić widoku w okolicach Mrowca, stojący tam dom cegielników, zamieniono na leśniczówkę. W 1835 roku król polecił wybudować masywny most na Łomnicy. Gmina zobowiązana była dostarczyć robotników oraz wozy konne (być może chodzi tu o piękny, garbaty i kamienny most koło szpitala ). W marcu tego roku spłonął dwór w Mysłakowicach górnych (tam gdzie dzisiaj fabryka lniarska). W ogniu zginęło 525 owiec tworzących wyborowe stado.

W 1836 roku rozpoczęto budowę kościoła, który miał być poświęcony w 1838 roku. Jednak po tragicznych wydarzeniach (o których będzie mowa dalej) budowa przeciągnęła się do 1840 roku. Bardzo ważnym wydarzeniem, które wpłynęło na rozwój wsi, było osiedlenie się tu Tyrolczyków (w dalszej części ). Wnieśli oni wiele nowego, przede wszystkim spopularyzowali ogrodnictwo, zorganizowali przemysł mleczarski.

Według przekazu Schinkla, po południowo – zachodniej stronie pałacu powstał prosty dwupiętrowy budynek – Domek Kawalerski. Na budynek ten wydano około 4.700 talarow. W lipcu 1837 roku Schinkel sam wykonał dla Freya projekt szpaleru, aby wypełnić pusty środek. Dalej na wschód od pałacu , w miejscu rozebranych przedtem stajni i budynku gospodarczego, powstał nowy dwór. Na to i na założenie ogrodowe zostały zakupione dodatkowe parcele gruntu. Najważniejszą decyzją, która zasadniczo wpłynęła na rozwój wsi, było wyrażenie zgody przez króla Fryderyka Wilhelma III w 1839 roku na wybudowanie mechanicznej przędzalni. Miała ona stanąć na terenach spalonego górnego dworu mysłakowickiego, a do jej celów chciano wykorzystać ocalałe z pożaru zabudowania gospodarcze. 14 października 1838 roku dokonano uroczystego otwarcia nowego cmentarza. Król jednak nie doczekał końca budowy kościoła i uruchomienia fabryki lniarskiej. Zmarł w 1840 roku. W chwili śmierci króla Mysłakowice liczyły 144 domy , w tym 9 budynków w zespole pałacowym. Wymieniano kościół ewangelicki z pastorówką i szkołą z nauczycielem i pomocnikiem nauczyciela, 3 folwarki w których trzymano 450 merynosów, 2 młyny wodne, 4 tartaki, cegielnia, browar, 2 kuźnie i 4 szynki. Wśród mieszkańców było kilkudziesięciu rzemieślników: 5 szewców, 3 piekarzy, 3 rzeźników, po 2 krawców, stolarzy, stelmachów, a także ślusarz, iglarz, bednarz, murarz, farbiarz, 2 tkaczy oraz 6 handlarzy i kramarzy. Wszystkie prace jakie wykonywano we wsi na polecenie króla, nadzorowane były przez ministra finansów Rothera.

 

  1. Król pruski Fryderyk Wilhelm IV ( 1840 – 1861r.).

 

Na tron pruski wstąpił wówczas Fryderyk Wilhelm IV ( 1795 – 1861 , król od 1840 roku ), syn Fryderyka Wilhelma III. Stał się tym samym właścicielem Mysłakowic, które były już znaczącą osadą i liczyły 1.123 mieszkańców. W grudniu 1840 roku odbyło się uroczyste poświęcenie kościoła. W dalszym ciągu rozbudowywano park. W jego pobliżu powstała Willa Liegnitz, zaś król kupił szczęki wieloryba na ozdobną bramę. Na jego polecenie w latach 1842 – 1844 przebudowano pałac.

W 1844 roku rozpoczyna się produkcja przędzy w tutejszej fabryce lniarskiej, jednej z najnowocześniejszych na Śląsku. W tym też roku król uczestniczy w poświęceniu kościoła Vang w Karpaczu Górnym. Dzięki staraniom pani von Grawenitz, w latach 1854 – 1855 wybudowano szpital (późniejszy szpital zakaźny, obecnie OHP ). Miejsce pod budowę szpitala, obejmujący teren po byłym browarze zamkowym, ofiarował wiosce król. Po śmierci hrabiny von Reden, w 1854 roku, Fryderyk Wilhelm IV ufundował jej pomnik, który stanął

przy świątyni Vang. W 1858 roku monarcha zlecił przebudowę wieży kościelnej na styl gotycki, gdyż nie podobało mu się jej płaskie zakończenie. W czasie września rewolucyjnego w 1848 roku najbardziej zagrożonymi punktami w Kotlinie Jeleniogórskiej były Mysłakowice i Jelenia Góra. Przyczyną, która spowodowała włączenie się mysłakowiczan do rozruchów, stała się decyzja najwyższych instancji rządowych, nakazująca zwolnienie robotników z fabryki lniarskiej.

W ciągu 8 dni bez pracy znalazłoby się około 3.000 robotników (jak podawała ówczesna prasa ). Sygnałem do rozpoczęcia powstania miały być płonące żagwie. Na polecenie króla wkroczyły jednak na te tereny wojska rządowe i surowo stłumiły zaczątki powstania.

Król gościł w Mysłakowicach wielokrotnie (1840, 1844, 1847, 1851, 1853, 1855r.), gdyż park i pałac były ulubionym miejscem króla. Najdłuższy i zarazem ostatni pobyt władcy miał miejsce w 1855 roku, odpoczywał tu wraz z żoną i córką, księżniczką Aleksandrą. Latem 1860 roku w Mysłakowicach gościli król i królowa Bawarii. Ludwik I był zachwycony piękną okolicą i urządzeniem pałacu. Księstwo Hans Habsburg i Irene Hessen-Darmstadt, nie licząc członków pruskiej rodziny królewskiej. Także polscy kuracjusze z Cieplic przybywali oglądać ją, a Anna Nakwaska w 1844 roku i Rozalia Saulsonowa w 1849 roku opisały pałac dość dokładnie.

Zdaje się, że szczególne wrażenie na przybyszach robiła królewska flaga, powiewająca na wieży zamku w czasie pobytu monarchy, który przyjeżdżał tu wiele razy na odpoczynek. W połowie XIX wieku Mysłakowice należały do najszybciej rozwijających się miejscowości w Sudetach. Przyczyniło się do tego powstanie tyrolskiej kolonii Zillerthal, a przede wszystkim ogromnej mechanicznej przędzalni i tkalni lnu, założonej jeszcze przez ojca króla, a pozostające pod zarządem Królewskiego Towarzystwa Handlu Morskiego. Fryderyk Wilchelm IV zmarł 2 stycznia 1861 roku, po ciężkiej chorobie.

 

  1. Cesarz zjednoczonych Niemiec Wilhelm I i II ( 1861 – 1916 ).

 

Władzę w państwie przejął młodszy brat króla – Wilhelm I, późniejszy cesarz Niemiec ( 1797 – 1888, król Prus od 1861 roku, cesarz niemiecki od 1871 r.). Mysłakowice przechodzą również w jego posiadanie. W 1866 roku rozpoczyna się wojna austriacko – pruska. Był to bardzo trudny dla wioski okres. Mieszkańcy musieli zaopatrywać wojsko w żywność. Ponieważ w szpitalu przebywało wielu rannych, na polecenie króla budynki gospodarcze wokół pałacu oddano do dyspozycji władz wojskowych, gdzie urządzono szpital.

Po zwycięstwie nad Francją w 1871 roku Wilhelm I, został uznany dziedzicznym cesarzem zjednoczonych Niemiec. Cesarz rzadko przebywał w swojej letniej rezydencji. Znaczny wpływ na ograniczenie tych podróży miał podeszły wiek cesarza ( gdy został cesarzem miał 74 lata ). Na jego polecenie w 1874 roku został wzniesiony krzyż z granitu na obecnej Krzyżowej Górze w miejsce zniszczonego, który postawił król Fryderyk Wilhelm III. Wyryty napis na krzyżu brzmi: Ten krzyż wzniósł w 1838 roku król Fryderyk Wilhelm III. Odnowiony został w 1856 roku przez króla Fryderyka Wilhelma IV, a na nowo wzniesiony w 1874 roku przez cesarza i króla Wilhelma I.

W 1870 roku majątek ziemski w Mysłakowicach obejmował 1.751 morgów i przynosił 2.081 talarów rocznego dochodu. W imieniu króla dobrami zarządzał prezes Izby w Berlinie, von Schwarzenkopfen. W Mysłakowicach w tym czasie było: wielka mechaniczna przędzalnia lnu zatrudniająca około 1.200 robotników, fabryka popiersi – manekinów która dostarczała drewniane i druciane modele dla magazynów modnych towarów, fabryka gwoździ – drucianych ćwieków, browar, 2 młyny. Instytucje dobroczynne - szpital Joanitów. Stowarzyszenia: Narodowy Związek Kobiet, Związek R.G.V.- 220 członków, Ochotnicza Straż Pożarna, Wojskowy Związek Pogrzebowy, Związek Przeciwko Żebraniu, Ewangelicki Związek Mężczyzn i Młodych – 100 członków.

Po śmierci Wilhelma I w 1888 roku cesarzem został jego wnuk, Wilhelm II ( 1859 – 1941 ), król pruski i cesarz niemiecki w latach 1888 – 1918), który po klęsce Niemiec w I wojnie światowej abdykował i wyjechał do Holandii. W tym czasie w Mysłakowicach warto było zobaczyć: zamek królewski z wieżą widokową, stojące przed pałacem dwie figury heroldów, kościół ewangelicki z wysoką wieżą, park zamkowy, kolonię tyrolską, wzgórze Gneisenau, dom Rothera na Czerwoniaku, wzgórze Schiestl z ławką zrobioną przez R.G.V., Chudy Świerk z restauracją, góra Mischer, góra Krzyżna, grupa skał Ser i Chleb, dąb królewski, czarodziejski dąb, leśniczówka.

Restauracje i zajazdy: Hotel Siekes – Dom Szwajcarski obok pałacu, Zajazd Ferdynanda Schmidta na południowym brzegu zamkowego parku, Hotel Wernera w Zillerthalu obok fabryki lniarskiej, Restauracja Tyrolska Kriebela przy dworcu, Restauracja Raupacha obok fabryki manekinów.

W okresie rządów ostatnich Hohenzollernów Mysłakowice rozwijały się nadal, chociaż były trochę zapomniane. W imieniu cesarza majątkiem i pałacem zarządzali pełnomocnicy. W dalszym ciągu rozwijała się fabryka lniarska: w 1874 r. uruchomiono tkalnię 260 warsztatami tkackimi, a w 1889 roku szwalnię. W 1872 roku fabryka została spółką. W 1875 roku pracowało w niej 1.200 stałych robotników i około 400 chałupników. Założono drugą fabrykę w której wyrabiano porcelanę techniczną. Olbrzymim krokiem w rozwoju przemysłu i wsi było uzyskanie połączeń kolejowych – w1882 roku z Kowarami i Jelenią Górą, a w 1895 roku z Karpaczem. Sukcesywnie wzrastała liczba mieszkańców, w 1905 roku Mysłakowice liczyły 2.379 osób. Od 1840 roku przyrost ludności wyniósł 112% i był najwyższy w Kotlinie Jeleniogórskiej. Mysłakowice zaliczono do osad przemysłowych. Fabryka lniarska wybudowała w latach 1905-1909 kolonię składającą się z 16 domów – bliźniaków dla rodzin pracowniczych i hotel dla samotnych robotników ( dzisiejszy klub Radar ). Na ulicy Włościańskiej fabryka wybudowała w latach 20-tych kolejne budynki dla pracowników ale tym razem kilku rodzinne. Pod koniec XIX wieku, dzięki działalności wielkiego miłośnika Karkonoszy – Teodora Donata, księgowego w fabryce lniarskiej, zaczęła się rozwijać turystyka. W 1879 roku Kotlinę Jeleniogórską nawiedziła wielka powódź, spowodowana oberwaniem chmury. Zalane zostały Karpniki, Łomnica, Mysłakowice, Miłków, Kowary oraz Cieplice i Sobieszów.

Aby wyrobić sobie jasny obraz szkód, 21 września 1879 roku tereny wschodnie, tj. Jelenią Górę, Kowary, Lubań i Leśną odwiedziła cesarzowa Augusta Wiktoria. W tym celu przyjechał tu również 8 listopada cesarz Wilhelm II, który obejrzał Cieplice, Podgórzyn, Sosnówkę, Ścięgny, Karpacz, Miłków i Mysłakowice. Powódź była ostatecznym powodem uchwalenia przez Śląski Sejm ustawy przeciwpowodziowej, na mocy której wybudowano sieć wałów ochronnych.

W 1890 roku działała już poczta z połączeniami telegraficznymi. We wsi było kilka gospód i pensjonatów, w tym bardzo elegancka w willi w parku i szczególnie polecana turystom, w jednym z domów tyrolskich. Łącznie działało 5 gospód i hotelików. Okres I wojny światowej mieszkańcy Mysłakowic przeżyli w miarę spokojnie. Walki omijały ten teren, jedynie zakłady przemysłowe zmieniły swoją produkcję zgodnie z potrzebami frontu.

 

 

  1. Mysłakowice za czasów republiki ( 1916 – 1945 ).

 

Monarchia upadła, Wilhelm II abdykował, na mocy Traktatu Wersalskiego Śląsk pozostał przy Niemczech, które stały się republiką. Pałac mysłakowicki został sprzedany. Właścicielem został Gustaw Rudolf. Majątek dworski stał się własnością Dressela, który zamieszkał w dawnej Willi Liegnitz. Lata kryzysu spowodowały, że ludziom żyło się ciężko, zarobki były niskie. Poprawa nastąpiła dopiero po 1935 roku, kiedy dyrektorem fabryki lniarskiej został Rudolf Riese. Do 1939 roku produkowano w niej tkaniny o wzorach prostych, kwiatowych i fakturalnych.

W 1938 roku pracowało w fabryce 668 mężczyzn i 887 kobiet. W okresie międzywojennym powstały i działały mniejsze zakłady: 2 stolarnie, w których wyrabiano meble i skrzynki na amunicję, młyn i tartak. Było kilka restauracji, pijalni piwa oraz 7 gospód i hoteli dysponującymi 20 miejscami noclegowymi Nadal rozwijała się turystyka. Leśniczówkę przekształcono w schronisko młodzieżowe. Tuż przed wybuchem wojny Mysłakowice liczyły 2852 mieszkańców, a wymieniano hotel o 11 miejscach i 10 gospód.

Rozbudowano fabrykę porcelany technicznej, która w latach 1920 – 1932 stanowiła oddział kowarskiej spółki Gebruder-Pohl, a od 1928 roku stała się częścią koncernu Ranscherta z Frankonii.

Okres II wojny światowej znowu łagodnie potraktował te ziemie. Nie było tu bezpośrednich działań frontowych. Echa wojny dobiegały z daleka. Widocznym jej znakiem były dwa obozy, które założono przy fabryce lniarskiej: obóz pracy przymusowej i obóz jeniecki. Oba obozy zostały rozwiązane w 1845 roku. Wszyscy mieszkali w barakach na terenie fabryki i zastępowali robotników którzy poszli na front. W Mysłakowicach po wojnie pozostały 4 Polki, które były w obozie pracy przymusowej.

 

  1. Obozy pracy w czasie II wojny światowej w zakładach lniarskich (1941 – 1945 ).

 

Obozy pracy przymusowej dla kobiet.

  1. Obóz pracy dla Polek założony w 1942 r. przywiezionych na roboty przymusowe z różnych stron Polski. Mieszkały one w drewnianym baraku na terenie fabryki i tam zostały zatrudnione. Wyżywienie było niedostateczne, płace niskie, poruszanie po terenie ograniczone. Więźniarki nie były pilnowane, barak nie był ogrodzony. Obóz zlikwidowano w maju 1945 r.

  2. Obóz pracy dla 100 Polek przywiezionych po upadku powstania warszawskiego. Mieszkały one w dużym murowanym budynku na terenie fabryki, tam gdzie pracowały. Wyżywienie było marne, za wykonaną pracę płacono im dużo mniej niż Niemcom wykonującym te same czynności. Więźniarki musiały nosić na odzieży w widocznym miejscu literę P i miały duże ograniczenia w poruszaniu się po terenie fabryki. Po godzinie 21 musiały być już w swoim budynku. Za każde spóźnienie się nakładano duże kary pieniężne.

  3. Obóz pracy dla Żydówek założono w 1941 roku. Więźniarki w liczbie około 100 osób mieszkały w barakach drewnianych na terenie fabryki. Baraki były otoczone drutem kolczastym i nadzorowane przez SS. Pracowały w fabryce. Żydówki były całkowicie izolowane od innych więźniów i robotników. Traktowane były bardzo źle, obdarte i głodne, musiały ciężko pracować. Wyżywienie miały bardzo marne, ciągle znęcano się nad nimi. Pół roku przed końcem wojny, zostały wywiezione w nieznanym kierunku, a obóz został zlikwidowany.

  4. Obóz pracy dla kobiet z terenów wschodnich założono w 1942 roku. Kobiety z ZSRR mieszkały w oddzielnym baraku na terenie fabryki i były strzeżone. Było ich około 50 osób. Traktowane były wyjątkowo źle, płacono im tylko 25% zarobków, jakie otrzymywały inne robotnice. Kobiety z obu obozów polskich, chociaż same miały ciężkie warunki starały się pomóc innym. Dostarczały więźniarkom ziemniaki, kaszę czy chleb. Obóz został zlikwidowany w maju 1945roku.

 

Obozy jenieckie dla mężczyzn w fabryce w Mysłakowicach.

  1. Obóz dla francuskich jeńców wojennych, zorganizowany został w 1941 roku. Mieścił się w barakach drewnianych w odległości około 800 m od fabryki. Jeńców było około 80. Chodzili oni we własnych mundurach lub w ubraniach cywilnych, pilnowani byli przez żołnierzy. Pracowali w fabryce włókienniczej. Obóz zlikwidowano w maju 1945

  2. Obóz dla jeńców włoskich, położony był obok francuskiego, miał on także drewniane baraki koło fabryki. Jeńców przywieziono do obozu w drugiej połowie 1943 roku.

Jeńców było około 80. Zatrudnieni również byli w fabryce. Do pracy chodzili w swoich mundurach a pilnowali ich żołnierze. Obóz zlikwidowano w maju 1945 roku.

  1. Obóz dla jeńców radzieckich mieścił się też w barakach drewnianych w pobliżu fabryki. Jeńców przywieziono do obozu w jesieni 1941 roku w liczbie około 60 osób, a pilnowali ich SS mani. Do pracy w fabryce chodzili w zniszczonych mundurach wojskowych. Byli źle traktowani, mieli ciężkie warunki pracy i słabe wyżywienie. Obóz zlikwidowano w maju 1945 roku.

Wszyscy: tak robotnicy przymusowi jak i jeńcy wojenni mieszkali na terenie fabryki lub w jej pobliżu. Stanowili oni 1/3 część załogi i zastępowali tych Niemców którzy musieli udać się na front. W Mysłakowicach po zakończeniu wojny pozostały 4 Polki, które były w obozie pracy przymusowej. Jedna z nich to pani Zofia Kupczyk (z domu Płatek), przebywała ona w obozie 4,5 roku. Tu ponownie podjęła pracę, tym razem w polskim DZPL Orzeł, wyszła za mąż i urodziła kilkoro dzieci. Jak powiedziała z Mysłakowicami związała całe swoje dorosłe życie.

 

Wspomnienia pani Zofii Kupczyk z obozu w Mysłakowicach.

 

Dzieciństwo spędziłam w Sosnowcu. Mieszkałam tam z rodzicami i rodzeństwem. Ojciec pracował w kopalni Kazimierz – Juliusz. Gdy wybuchła wojna miałam 14 lat. Jesienią 1940 roku dostałam z Arbeitsamtu skierowanie wyjazd do pracy w głąb Rzeszy. Wraz ze mną pojechało w nieznane 16 dziewcząt z okolicy Sosnowca, Do Mysłakowic, zwanych wówczas Zillerthal-Erdmannsdorf, przyjechaliśmy 11 listopada 1940 roku.

Byłyśmy pierwszą grupą, która została tutaj przysłana do pracy. Początkowo ulokowano nas w hotelu robotniczym dla dziewcząt, który mieścił się w pobliżu fabryki (klub Radar ). Ponieważ zaczęły przybywać następne transporty z głębi Polski, szczególnie z Łodzi, a także z terenów ZSRR – w szybkim tempie wybudowano na terenie fabryki baraki gdzie zostałyśmy umieszczone.

W jednym pomieszczeniu, zwanym sztubą, mieszkało od 16 do 20 kobiet. Warunki sanitarne były znośne. Pracowałyśmy od godziny 6 rano do godziny 6 wieczorem, z przerwą 15 minut na śniadanie i 45 minut na obiad. Stołówkę prowadzili Niemcy i oni zapewniali nam wyżywienie, które pogorszyło się znacznie od 1942 roku. W soboty pracowałyśmy do godziny 12. Niedziela była do własnej dyspozycji.

W czasie wolnym, który kończył się o godzinie 20, mogłyśmy swobodnie poruszać się po Mysłakowicach, pójść do lasu na spacer. Czasem udało się nam wyjechać potajemnie di Jeleniej Góry, gdzie było duże skupisko Polaków. Tam uzyskiwałyśmy informacje o wydarzeniach na frontach wojny, gdyż w pracy i w barakach nie wolno było na ten temat rozmawiać.

Czasem z zachowania Niemców wnioskowałyśmy, że dzieje się coś nie po ich myśli. Odczuwałyśmy, że jest to wojna, bo obowiązywała surowa dyscyplina, ciężko pracowałyśmy, miałyśmy ograniczoną swobodę, brak kontaktu ze światem. Jednak bezpośrednich działań tutaj nie było.

Niemcy odnosili się do na s nieufnie, jednak po pewnym czasie kobiety, które stanowiły większość załogi, zaczęły okazywać nam współczucie. Czasem wysyłano nas do innych prac. W 1944 roku przez 3 miesiące kopałam okopy w Głogowie oraz przez 2 miesiące czyściłam części samolotowe na lotnisku koło Żagania. Oprócz Polek były w obozie Rosjanki, Ukrainki i Żydówki. Te ostatnie były szczególnie okrutnie traktowane. O ile pamiętam, było ich dużo. Pochodziły z Rumunii, Polski i Węgier. Ich barak, mimo że stał na terenie fabryki, został otoczony kolczastym drutem. W czasie wolnym mogły poruszać się tylko placu przed barakiem. Nie wolno było z nimi rozmawiać, ani udzielać żadnej pomocy. Chodziły nędznie ubrane, najczęściej w sukienkach szytych z worków. W lutym 1945 roku, a zima wówczas była bardzo sroga, wyprowadzono je z terenu fabryki w samych sukienkach i skierowano ich

przez przejazd kolejowy w stronę Śnieżki Co się z nimi stało nie wiadomo. W fabryce pracowali także jeńcy wojenni z Włoch i Francji. Gdy zakończyła się wojna, powróciłam stęskniona do domu. Nie dane mi było jednak cieszyć się długo rodzicami i ich miłością. W wypadku w kopalni zginął ojciec. Przeżyłam to bardzo mocno i nie mogąc sobie znaleźć miejsca, wróciłam do Mysłakowic, gdzie pracowały jeszcze moje koleżanki. Ponownie rozpoczęłam pracę w fabryce która nazywała się teraz Dolnośląskie żakłady Przemysłu Lniarskiego Orzeł. W następnym roku wyszłam za mąż. Tu urodziłam 4 dzieci i tak już na zawsze związałam swoje losy z fabryką i z Mysłakowicami

.

7. Przybysze z Tyrolu na Śląsk do Erdmannsdorf (1837 – 1838 ).

 

Zanim osiedlili się w Mysłakowicach, żyli w Tyrolu nad rzeką Ziller, w granicach Księstwa Salzburskiego, będącego pod panowaniem protestanckich Prus, to znów katolickiej Austrii. Mimo prześladowań, szczególnie dotkliwych w I połowie XIX wieku, nie odstąpili od swojej wiary – pozostali protestantami.

Byli przysłowiową solą w oku cesarza Józefa II, który patrzył niechętnie na protestantów w katolickim Tyrolu, chociaż w 1781 roku wydał edykt tolerancyjny, zezwalający na stawianie kościołów protestantom, jeśli w danym miejscu znajdowało się 100 rodzin lub 500 osób wyznania protestanckiego. Takie obiekty nie mogły posiadać wieży, dzwonu oraz oficjalnego wejścia. W myśl zasady cuius regio, eius religio, (czyja władza tego religia) byli coraz bardziej dyskryminowani. Utrudniano im nabywanie ziemi, nie zezwalano na budowę nowych domów. Mieli też kłopoty ze sprzedażą bydła i produktów rolnych.

Centrami tajnego kościoła były Brandberg i Finkenberg. Nie istniały żadne formalne gminy, kościoły ani też duchowa opieka. Życie religijne sprowadzało się do spotkań w domach, wspólnej lektury i śpiewu, a okolicznościowe posługi duchowe takie jak zawieranie związków małżeńskich i pogrzeby nie odbywały się zgodnie z ewangelickim rytuałem. Zmarli musieli być chowani poza obrębem cmentarza na wolnym terenie lub potajemnie we własnej ziemi. Nawet dzieci w szkole podzielono według wyznania. Pochodzące z rodzin katolickich były nazwane dziećmi bożymi, natomiast z rodzin protestanckich dziećmi diabła. Daremne były próby nawrócenia tych zagubionych owiec na starą wiarę poprzez przymus spowiedzi czy naukę. Duchowieństwo wyłapywało przywódców prowadząc dokładny rejestr osób biorących udział w spowiedzi wielkanocnej.

W leżących na uboczu domach czytano wspólnie nabożne księgi ewangelickie. Tradycja ta była kontynuowana z pokolenia na pokolenie dzięki silnym związkom rodzinnym. W latach 30-tych XIX wieku ponownie przybrał na sile nacisk a inklinantów, który wyszedł od władz kościelnych w obu diecezjach – Salzburg i Brixsen, jak również ze strony rządy hrabstwa Tyrol w Insbruku. Żądano albo powrotu do starego Kościoła albo też emigracji. W żadnym wypadku nie godzono się na utworzenie gminy w Zillertal czy wybudowanie tam domu bożego. Problemu nie rozwiązały ani apelacja do cesarza w Wiedniu ani wizyta arcyksięcia Johanna w Tyrolu.

Tyrolczycy rozpoczęli energiczne starania o wyjazd, zwracając się z prośbą o pomoc do cesarza austriackiego i króla pruskiego. Efektem było zarządzenie władz Tyrolu z 12 stycznia 1837 roku, zgodnie z którym w ciągu 14 dni mieli zdecydować, czy przechodzą na katolicyzm, czy zostaną przy swojej wierze i opuszczą Tyrol. I tym razem dali dowód nieugiętej woli i wiary. Za wiarą katolicką opowiedziało się wtedy tylko 7 osób, a 393 osoby pozostały wierne swoim ideałom. Postanowili więc opuścić kraj.

Władze Tyrolu nie przypuszczały, że sprawy zajdą tak daleko. Zostały zaskoczone tym, że tak liczna grupa postanowiła wyjechać. Sprawa przesiedlenia protestantów nie była załatwiona. Władzom zaczęło zależeć na tym, by przesiedlenie nie wyglądało na wygnanie. Tym należy tłumaczyć fakt, że Johann Fleidl, przywódca tej grupy Tyrolczyków, otrzymał bez przeszkód paszport i 11 maja 1837 roku mógł udać się do Berlina.

Do Berlina udała się 3 osobowa delegacja z prośbą o wyrażenie zgody przez króla Fryderyka Wilhelma III na osiedlenie się w Prusach. Rozpoczęły się rokowania między Berlinem a Wiedniem, których efektem było wydanie zezwolenia na wyjazd ewangelików. Johann Fleidl otrzymał pismo od króla pruskiego, zezwalające im na osiedlenie się na Śląsku i zapewniające pomoc. Wreszcie rozpoczęto przygotowania do wyjazdu. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży dobytku i ziemi kupowano konie, wozy, plandeki oraz inny sprzęt potrzebny w dalekiej podróży.

Wyjazd nastąpił 31 sierpnia 1837 roku. Tyrolczycy podróżowali w 4 grupach we wrześniu przez Salzburg, górną Austrię, Czechy do granicy ówczesnych Prus. Przewodził im komisarz marszowy, a kierownictwo czuwało nad ładem i porządkiem w pochodzie. Na czele grupy szli mężczyźni w tradycyjnych tyrolskich strojach. Następnie ciągnęły wozy zaprzężone w konie lub osły obciążone dobytkiem, siedziały na nich kobiety i dzieci również w strojach ludowych. Inni ciągnęli sami podręczne wózki lub sami nieśli swoje tobołki. Pochód zamykała dwukółka ciągnięta przez jednego z mężczyzn, wypełniona bibliami lub innymi książkami.

Opuszczali oni Zillertal w atmosferze smutku, ale także złorzeczenia i drwin. Doszło do rozłamów w rodzinach, bywały przypadki, że żona lub niektóre z dzieci pozostawali u katolickich krewnych. Do granicy pruskiej przez Przełęcz Lubawską, pierwsza grupa dotarła 20 września. Z drugą 23 września przybył Johann Fleidl. Następne grupy dotarły w ciągu kilku dni. Stąd udali się w stronę Kowar.

Łącznie z Tyrolu wyjechało 440 osób, a do Kowar dotarło 415. W ciągu 3 tygodni-21 dni Tyrolczycy przebyli około 700 km. Wśród przybyszów najliczniejszą grupę stanowiły osoby w wieku między 20 a 40 kokiem życia, najmniej było niemowląt i osób powyżej 70 roku życia. Najwięcej uczestników podróży pochodziło z miejscowości Brandberg – wyjechało 87 osób tj. ¼ ludności. Wśród wysiedlonych było 233 mężczyzn i 183 kobiety, poniżej 22 lata miało 244 osoby, 9 osób ponad 70 lat, 3 osoby miały więcej niż 80 lat. Ponad połowa wędrowców czyli 238 osób została wyposażona w pieniądze w kwocie 2.484 guldeny. Głowy rodzin w liczbie 64 nie były w stanie samodzielnie pokwitować pieniędzy bo nie potrafiły pisać. Około 2/3 rodzin mogło jeszcze przed wyruszeniem sprzedać swoje majątki. Ale z powodu dużego pośpiechu musieli sprzedać je po niższej cenie, lecz w ten sposób zdobyli oni własne pieniądze.

Podróż była niewygodna, nie wszędzie przyjmowano ich przyjaźnie, często spotykali się z odmową gdy prosili o wodę lub pożywienie. Ale były też i inne przypadki jak w Wels gdzie podjęto ich specjalnie na tę okazje celebrowaną mszą świętą. W Lubawce urzędnicy austriaccy przekazali oficjalnie grupę Prusakom. Po sprawdzeniu list i paszportów mogli wreszcie przekroczyć granicę dawnej ojczyzny.

 

Pobyt Tyrolczyków w Kowarach 1837/1838 rok – zima.

W Kowarach przesiedleńcy zostali przyjęci przez specjalny Komitet powitalny złożony z burmistrza Kowar pana Fluga, jeleniogórskiego graffa ziemskiego hrabiego Matuszkę z Miłkowa oraz hrabinę Fryderykę von Reden z Bukowca. Zatroszczyli się oni o przygotowanie prowizorycznych kwater, które miały służyć gościom do czasu ostatecznego osiedlenia.

Wynajęte izby posiadały niewielką ilość mebli i sprzętów gospodarstwa domowego. Często nocowano na słomie po 16 osób w izbie na strychu lub poddaszu. Zima była ciężka a ogrzewanie złe. Otworzono szkołę dla dzieci, do której mogli również uczęszczać wieczorami dorośli. Wszyscy musieli nauczyć się pisać i czytać, aby mogli samodzielnie czytać biblię. Pod groźbą epidemii urządzono własny lazaret. Mężczyźni mogli tymczasowo podjąć pracę w kamieniołomach lub w lesie przy ścince i zwózce drzew. Kobiety otrzymały wełnę i len do przędzenia – praca chałupnicza. Zwracano uwagę na systematyczną katechizację. Regularnie odbywały się msze św. Hrabina Reden zasłużyła się w wydawaniu biblii i modlitewników.

W Kowarach odbyły się pierwsze zaślubiny, wśród przesiedlonych Johann Fleidl poślubił Sarę Bagg. !2 listopada 1837 roku po wyznaniu aktu wiary i przyjęciu komunii świętej, odbyła się uroczystość przyjęcia Tyrolczyków w szeregi kościoła ewangelickiego i do państwowego kościoła pruskiego.

W związku z zastaną sytuacją i po przezimowaniu ciągle narastało rozczarowanie, pogłębiała się tęsknota za ojczyzną, co doprowadziło do tego, że około 25% emigrantów ponownie wyruszyło w drogę kierując się do Bawarii lub Styrii. Inni wyemigrowali do Kanady, Austrialii a duża grupa do Chile, gdzie na południu stworzyli zamkniętą kolonię, nazwaną Puerto Klocker, od nazwiska największej osiedlonej tam rodziny.

Najwięcej problemów sprawiało znalezienie dla Tyrolczyków ziemi ornej i pastwisk. Pragnęli oni osiedlić się w pobliżu terenów królewskich, a tymczasem rozmowy z właścicielami ziemskimi przeciągały się, O złej sytuacji powiadomiła króla hrabina von Reden z Bukowca. Król przysłał z Berlina tajnego nadzorcę Jacobiniego, który w maju 1838 roku wraz Komitetem Osiedlowym opracował plan osiedlenia Tyrolczyków, zaakceptowany przez króla 3 czerwca 1838 roku. Obejmował on nabycie ziemi: z posiadłości królewskich z terenu Mysłakowic – 940 mórg, od prywatnych właścicieli z Mysłakowic – 332 morgi, od prywatnych właścicieli z Sosnówki – 374 morgi, razem 1646 morgów.

Energicznie przystąpiono do budowy domów. Drzewo dostarczano z Krzaczyny i Staniszowa. Przy budowie pracowało 421 cieśli i 187 murarzy. Nie zdążyli oni jednak ukończyć wszystkich domów do jesieni 1838 roku. Pierwszy dom został zamieszkany 6 listopada 1838 roku, a do końca miesiąca gotowych było aż 45 domów. Dnia 4 lipca 1839 roku wprowadzono się już do wszystkich pozostałych domów. Komisja osiedleńcza została wtedy rozwiązana. Dnia 16 października 1839 roku można było dokonać podsumowania kosztów. Do środków własnych rząd pruski dołożył 140.000 talarów. Oznaczało to wydatek rzędu 350 talarów na jedną rodzinę. W 1875 roku we wszystkich częściach kolonii tyrolskiej było 65 domów. W I części – 39 domów, w II części – 16 domów, w III części – 10 domów. Domy te zamieszkiwało 49 rodzin z Tyrolu. 33 rodziny (120 osób) nabyło grunty za własne pieniądze. Druga grupa, składająca się z 42 rodzin (121 osób) musiała wziąć pożyczkę, 8 pozostałych rodzin nie stać było na zakup ziemi, wzięli ją więc w dzierżawę. Największy z dzierżawionych gruntów liczył 50 mórg, zaś najmniejszy 6 mórg.

Najpierw wybudowano tzw. dom próbny – wzorcowy, dom nr 1 w stylu zbliżonym do tyrolskiego. Gospodarstwo składało się z jednego budynku na planie prostokąta jedno lub dwupiętrowego pokrytego popularnym na Śląsku, dachem grzbietowym, krytym gontem i obciążonym kamieniami. Pod jednym dachem znajdowała się część mieszkalna, stajnia i stodoła. Dom nr 2 przypadł w udziale Johannowi Fleidlowi, położony na uboczu za cmentarzem, obok rzeki Jedlicy.

Pośród starych domów wioski zbudowano 8 domów tyrolskich. W niektórych wypadkach były to tylko domy mieszkalne np. dom dla kawalerów i panien. Dom nr 20 został wybudowany dla kowala jako warsztat kowalski. Nad Jedlicą powstał młyn, obsługiwany przez Georga Hottera. Największa ilość domów leżała przy drodze odchodzącej na południe od szosy kowarskiej, zwaną później ul. Tyrolską (Daszyńskiego). Tu domy ustawione były w dwóch rzędach po obu stronach drogi. Na uwagę zasługiwał dom nr 5, należący do cieśli Johannesa Lublassera. Swój balkon ozdobił on napisem Błogosłae Boże króla Wilhelma III.

Dalsze gospodarstwa zostały wybudowane na terenie dawnego folwarku. Ważnym przedsięwzięciem było postawienie szkoły dla dzieci tyrolskich na południowym krańcu wioski ( ul. Wojska Polskiego za Wolakiem ). Nową osadę Tyrolczycy nazwali Zillerthal na pamiątkę ziemi ojczystej, którą opuścili w tragicznych okolicznościach. Posługiwali się ojczystym dialektem, powszechnie używanym w osadzie. W czasie świąt i na uroczystości rodzinne ubierali się w barwne stroje ludowe.

Strój ten składał się z wysokiego kapelusza filcowego ze złotymi pędzelkami który nosili wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci. Strój męski składał się z szarego żakietu z zielonym sznurem i czerwonego szalika. Dolną część stroju stanowiły krótkie, skórzane spodnie i pończochy zawinięte pod kolanami ( z krótkich spodni zrezygnowano szybko, gdyż tutejszy klimat był za ostry ). Charakterystyczne były szerokie pasy ozdobione ręcznymi napisami – hasłami patriotycznymi Niech żyje król!, albo różnymi porzekadłami i wesołymi jodlerskimi zawołaniami zawsze chętny.

Umieszczano na nich też drugie nazwisko osoby, mówiące o jej charakterze ( tradycyjnie nadawano to nazwisko w kościele i zapisywano w księgach parafialnych). Kobiety nosiły barwne spódnice, aksamitne gorsety i czerwone parasolki ( noszenie parasolek szybko zaniechano ). Huczne wesela odbywały się w narodowych strojach, czasem uczestniczył w nich król.

Na co dzień Tyrolczycy żyli skromnie i oszczędnie. Wykwintne potrawy rzadko gościły na ich stołach. Pielęgnowaniem tradycji, obyczajów i dialektu zajmowała się szkoła, zgromadzenie doradcze Zillerthalu oraz kościół. Zmarłych chowano skromnie na nowym cmentarzu gdzie część wydzielona była dla Tyrolczyków.

Przez długi czas trwały waśnie pomiędzy Tyrolczykami a Ślązakami. Najczęściej chodziło o sprawy wyznaniowe. Z biegiem lat konflikty łagodniały, rodziny zaczęły się mieszać w wyniku licznie zawieranych małżeństw. Zapomniano o strojach, a szczególnie szybko zaniechano tyrolskiego jodłowania, które się tutaj nie przyjęło. Natomiast przyjęła się szybko popularna wśród Tyrolczyków gra na cytrze. Wędrowni śpiewacy z Tyrolu, krążący w owych czasach po Śląsku, zawsze odwiedzali swoich ziomków w Zillerthalu i urządzali dla nich bezpłatne koncerty. Tyrolczycy utrzymywali się z rolnictwa. Wielu z nich, szczególnie z Sosnówki, zajmowało się ogrodnictwem. Rozpoczęli prowadzenie gospodarki mlecznej, stosując nowoczesny (o wysokim stopniu higieny) sprzęt mleczarski do wyrobu masła i sera podpuszczkowego, tutaj nie znanego. Zdobyli sławę jako doskonali hodowcy i serowarzy. Aby ziemia i domy nie mogły łatwo przejść w obce ręce, na sprzedaż wprowadzono 20-letnią karencję.

Podejmowali oni pracę: cieśli, leśników, mleczarzy, browarników lub szli do wojska, czasem pracowali w zawodach akademickich jako: lekarze, nauczyciele, prawnicy. Tyrolczycy osiedlili się później w Henrykowie, Krośnie, Gerlitz, Wrocławiu, Berlinie czy w Wiesbaden. Pomimo zwyczajowo dość znacznej liczby potomstwa ( norma to 10 dzieci ) liczba pierwotnych Tyrolczyków ciągle malała. Cały szereg domów tyrolskich będących w rękach jednej rodziny, często był sprzedawany w obce ręce.

Najdłużej żyjącym przybyszem z Tyrolu był Johann Bagg, który zmarł w 1922 roku, mając 90 lat. Pamiątkami które przetrwały do dziś po osiedleńcach z Tyrolu, są zachowane w dobrym stanie domy tyrolskie.

Osadnictwo Tyrolczyków wywarło korzystny wpływ na tutejszą ludność. Przybysze wnieśli twardość charakterów, niezwykłą pracowitość, dyscyplinę, dbałość o czystość i porządek.

100 rocznica wędrówki na Śląsk w 1937 roku i ustanowienia gminy tyrolskiej była obchodzona bardzo uroczyście. Z tej okazji odbyły się pochody, specjalne msze święte oraz festyn w parku obok pałacu. Wtedy to po raz ostatni widziano na tych ziemiach ludowe stroje tyrolskie, przez niektórych już zapomniane, głęboko ukryte w domowych skrzyniach. Tyrolczycy w tym czasie byli już prawie całkowicie zintegrowani ze Ślązakami. Pochodzenie swoje dokumentowali czasem pielęgnowaniem starych zwyczajów i ojczystym dialektem. Dzieci chodziły już do szkoły razem z miejscowymi i nie odróżniały się od nich niczym. O ich pochodzeniu świadczyły już tylko nazwiska, które były nieco inne od miejscowych. Z tej okazji została wydana książka jubileuszowa o historii Tyrolczyków i ich rodów.

Na początku 1945 roku Zillerthal-Erdmannsdorf liczyło 2.900 mieszkańców. Pod koniec wojny, na teren Kotliny i do samych Mysłakowic zaczęli przybywać uciekinierzy z innych terenów Śląska. 9 maja 1945 roku oddziały sowieckie wkroczyły do wioski. W jesieni odbyło się zasiedlenie większości domów przez polskie rodziny przybyłe z terenów zajętych przez Rosję sowiecką. Były to dawne wschodnie tereny polskie, z których Rosjanie wysiedlili Polaków.

Na wiosnę 1946 roku postępując zgodnie z postanowieniem poczdamskim, ludność narodowości niemieckiej została wypędzona i przesiedlona do sektora brytyjskiego i sowieckiego Niemiec. Potomkowie dawnych rodzin tyrolskich ze śląskiego Zillerthalu nie są na stałe zrzeszeni. W 150 rocznicę zasiedlenia w roku 1987, odbyło się uroczyste spotkanie nie w Mysłakowicach (ówczesne władze nie wyraziły na to zgody), lecz w Austrii w Maryhofen, później spotkali się jeszcze jeden raz w 1995 roku.

Podczas spotkania wygłoszono historyczne odczyty, odbyły się również uroczyste ekumeniczne nabożeństwa, pod przewodnictwem arcybiskupa z Salzburga, oraz biskupa kościoła ewangelickiego w Austrii. Podkreślono przy tej okazji krzywdę, jaka została wyrządzona ludziom oraz brak chrześcijańskiego miłosierdzia. W Alfeld w Dolnej Saksonii, do dziś pielęgnuje się pamięć Tyrolczyków z Kotliny Jeleniogórskiej. Istnieje tam również muzeum poświęcone pamięci o nich.

Dzisiaj w Tyrolu podkreśla się ducha tolerancji oraz wspólnoty kościołów chrześcijańskich. W tym właśnie duchu powstała w 1995 roku w Mayrhofen inicjatywa w celu odwiedzenia Mysłakowic, której rezultatem był zakup i renowacja dawnej zagrody Riesserów. W ten sposób powstał Dom tyrolski zakupiony przez dwóch Tyrolczyków z Austrii i Włoch. Motywem przewodnim było zatarcie tu krzywd i pojednanie. Główną rolę odgrywa przy tym odtwarzanie i zachowanie ważnego fragmentu historii tyrolskiej na dzisiejszym polskim Śląsku. Dom tyrolski-gospoda otwarto w 1998 r. a muzeum w 1999 r.

 

8. Życie religijne i odrębność Tyrolczyków.

 

Przyjęcie uchodźców wyznania ewangelickiego z Tyrolu przez pobożnego króla Fryderyka Wilhelma III było bardziej aktem chrześcijańskiej miłości do bliźniego. Z tego też powodu szczególne znaczenie miało nauczanie religii i zapewnienie odbywania się nabożeństw w nowym kościele, który w zasadzie został powiększony dla Tyrolczyków.

Z prywatnej kasy królewskiej pokryte zostały koszty powstania szkoły i utrzymania stanowiska nauczyciela. Dzieci miały otrzymać normalne wykształcenie. Szczególnie ważne były lekcje religii, które miały być prowadzone w celu jak najszybszego wyrównania poziomu nauczania religii, które w czasie diaspory (rozproszenie wyznawców) rozwijało się w sposób nie kontrolowany. Z tego też względu wprowadzone zostało nauczanie katechetyczne dla dorosłych. Pobożna hrabina von Reden zatroszczyła się o zaopatrzenie Tyrolczyków w biblie i śpiewniki.

Mysłakowice były od 1838 roku samodzielną parafią a działający tam pastor Roth odwiedzał przybyłych na ten teren starając się pozyskać nowych parafian, o czym wspominał w sprawozdaniach zawartych w prowadzonej przez niego kronice. Trzymali się oni, jego zdaniem czasami zbyt uparcie, swoich własnych zdecydowanie luterańskich poglądów. On z kolei reprezentował stanowisko zjednoczonego Kościoła pruskiego, opartego na unii pomiędzy luteranami a kościołem reformowanym, którego założenie było szczególnym życzeniem króla. Kazania jak też nowy śpiewnik stały się okazją do krytyki, czasami nawet dochodziło do bojkotu nabożeństwa, część wiernych skłaniała się ku starym luteranom, którzy stawiali opór unii. Mimo to na nowym cmentarzu jako pierwszy został pochowany Tyrolczyk Jacob Egger, niewidomy, który mając ponad 80 lat przywędrował pieszo w towarzystwie swego wnuka który prowadził go na sznurku. Jako niewidomy nie miał możliwości zobaczenia swojej nowej ojczyzny na własne oczy.

 

9. Teodor Donat – Towarzystwo Karkonoskie RGV.

 

Teodor Donat ur. Się 2 lutego 1844 roku w Tauchritz koło Gerlitz. Jego ojciec miał tam małą posiadłość wiejską oraz był rymarzem. W 1852 roku rodzina przeniosła się do Gerlitz. Tutaj Teodor uczęszczał do szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły zawodowej. Ponieważ w domu było skromnie, młody uczeń dorabiał sobie na korepetycjach. Matka chętnie widziała by go na teologii, on zaś zaczął studiować języki nowożytne. Dalsze studia należało jednak odłożyć na dalszy plan. Teodor został zmuszony podjąć pracę nauczyciela domowego u dyrektora tkalni w Zakładach Lniarskich w Mysłakowicach. Później pod namową chlebodawcy podjął pracę księgowego w tutejszej fabryce.

W zakładzie pełnił również rolę korespondenta gdzie mógł wykorzystać swoje zainteresowania i umiejętności językowe. Mysłakowicom pozostał wierny do końca swego życia, mimo że proponowano mu w innej miejscowości bardziej korzystne stanowisko, W 1881 roku ożenił się. Ich małżeństwo do końca było szczęśliwe. Kochał swoją żonę wiernie i prawdziwie, ona zaś patrzyła na niego z uwielbieniem. Wnet urodziło im się dwoje dzieci. Wydawało się wtedy że osiągnęli pełnię szczęścia.

Aż tu nagle pod koniec 1884 roku nastąpił zatarg – pomówienie, przez dr Zachariasa i redaktora naczelnego czasopisma Posłaniec Karkonoszy Durholta. Zmusili oni Teodora do ustąpienia ze stanowiska redaktora czasopisma Towarzystwa RGV. Od tego czasu żył skromnie i cicho z rodziną. Jego pasją pozostała praca i działalność w Towarzystwie RGV Mysłakowice. Piastował również różne honorowe stanowiska na terenie gminy. Doczekał również rocznicy 10-lecia RGV Mysłakowice w 1890 roku.

6 listopada 1890 roku Donat brał udział w pogrzebie burmistrza Jeleniej Góry Bassenge, współzałożyciela i długoletniego przewodniczącego RGV w Jeleniej Górze. Powrotną drogę do Mysłakowic (10 km) przebył pieszo, wtedy to nabawił się choroby – zapalenie płuc. Na to też zmarł w wieku 46 lat tj. 18 listopada 1890 roku. Dnia 20 listopada na cmentarzu w Mysłakowicach odbył się jego pogrzeb, tu pożegnali rodzina i przyjaciele.

Cmentarz w Mysłakowicach należał do nekropolii gdzie natura i sztuka łączyły się tu ze sobą w harmonijny sposób. Po zachodniej stronie przy okalającym cmentarz płocie z niskich świerków, znajdował się grób Teodora. Wysoki, czarny kamień nagrobny z granitu, nosił napis z księgi Hioba Pan dał, Pan zabrał. Imię Pana niech będzie błogosławione.

Dzień pogrzebu był bardzo nieprzyjemny, zimno i deszcz a góry pokryte już były śniegiem. Góry smucą się po stracie przyjaciela – tak zaczął przemowę duchowny. Żona Teodora przeżyła go o 35 lat i zmarła w 1925 roku. Wychowała dwóch synów na porządnych pracowitych ludzi. Po śmierci spoczęła obok męża.

3 sierpnia 1930 roku tj. 40 lat po jego śmierci i 50 lat od powstania RGV w Mysłakowicach, Teodor Donat otrzymał od swoich towarzyszy okolicznościowy kamienny obelisk. Kamień ten to potężna skała, położona w południowej części parku obok drogi do kościoła i pałacu. Po jego bokach znajdowały się ławki z widokiem na Śnieżkę i Karkonosze. Na kamieniu znajdował się napis I Wam nie chciało się serce poszerzyć. Ojczyzno. Narodzie, do Ciebię należę, jak ty do mnie. Co wobec tego znaczy stan? Jakie znaczenie dla mnie ma partia? W całości chcę im służyć. To ma być testament Donata.

Teodor Donat wpadł na pomysł założenia w tutejszej okolicy Związku Towarzystwa Gór Karkonoszy RGV, podczas powrotu pociągiem z wystawy rybnej. Jadąc przez Lubań, Jelenią Górę do Mysłakowic, poznał i zaprzyjaźnił się z małżeństwem Schaffer z Gottesbergu. Schaffer zwrócił mu uwagę na ubóstwo turystyczne w tych okolicach i opowiedział mu o związkach które zostały założone w Alpach. Zajmują się one turystyką, budową schronisk i dróg górskich, stawiają drogowskazy a wszystko to na swój koszt. Myśl aby to samo zrobić w Karkonoszach nie dawała mu spokoju.

 Ciąg dalszy w Cz.7

14-12-2022 admin

Dodaj komentarz

Śledź nas

Ostatnie komentarze

Newletter

O nas

Myslakowice.com to niezależny, prywatny portal internetowy poświęcony tematyce Mysłakowic i Dolnego Śląska. Na stronach naszego portalu można zaleźć również informacje o zasięgu krajowym i światowym. 

Wszystkie materiały, fotografie, grafiki chronione są na mocy prawa autorskiego i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Przy cytowaniu na innych strona www należy dodać aktywny odnośnik do strony myslakowice.com.