13 stycznia 2026 r.
Moringa 750x90 podstrony
Emil Pyzik : Historia 11 wiosek w Gminie Mysłakowice Cz.2

Druga cześć artykułu Emila Pyzika

 

Opowieść kolędnicza księdza.

Artykuł ten ukazał się w Nowinach Jeleniogórskich w styczniu 2006 r.

Mam już ponad 70 lat i mówi, że nie potrzebuje rozgłosu. Parafia której służył przez ponad ćwierć wieku, to raptem dwie wsie, w sumie może ze 100 dymów. Zdarzenie które zaraz nam opowie , ma naturę na poły cudowną. Na poły albo całkowicie – zależy, kto i jak na nie spojrzy. Dla niego całkowicie... Od czasu, gdy się zdarzyło, minęło może 37 lat. Tego dokładnie nie pamięta... Pamięta natomiast, że tego dnia mocno wiało. Sypał śnieg, a zaspy siegały okien domów przytulonych do zbocza doliny...

Wieś nie była wtedy bogata, wspomina. Każdy gospodarz trzymał po dwie , trzy krowy, do tego kilka kur, świnia – żeby było mięso na Boże Narodzenie. Bieda. Nie to, co teraz.

Widzę jak dziś: drewniane stoły, poniemieckie szafy, uchylane lustra, za którymi gospodarze przechowywali przybory do golenia i kredensy załadowane wymalowanymi w kwiatki kubkami i nadtłuczonymi talerzami. Za kanapami, na których piętrami ułożone były poduszki, wisiały na ścianach kolorowe makatki. Jedne przedstawiały landszafty, inne scenki rodzajowe, a jeszcze inne chwaliły panią domu i przyrządzane przez nie przysmaki.

Dom do domu był podobny, a bieda od biedy nie różniła się prawie niczym. W oczy rzucało się więc coś innego – bogactwo dzieci. W podartych rajtuzach, z umorusanymi twarzami i krzywo podciętymi włosami. Rozbiegane, ale karne. Krzykliwe, ale nie tak dokuczliwe dla rodziców jak teraz.

To był początek stycznia. Jeden z ostatnich dni kolędowania. Obszedłem już mieszkańców jednej wsi i kończyłem pasterski obchód wsi sąsiedniej. Ciężko mi było, bo samochodów nikt wtedy nie miał i wszedzie musiałem chodzić. Wsie zaś obie długie i łańcuchowe, górskie. Na drogach ciemno, domy rozrzucone, zanim człowiekł przeszedł z jednego do drugiego, w dziurawych butach chlupała woda, a ręce były tak zimne, że aż pękały. Ostatniego dnia kolędowania jeden z gospodarzy wyjechał po mnie saniami. Owinięty w koc, boleśnie przemarznięty, jechałem od domu do domu.

Na plebanię odwiózł mnie przed godziną 21. Gospodyni już nie było, ale piece trzymały jeszcze ciepło. Rozpaliłem w nich ogień na nowo, zagrzałem sobie herbaty i usiadłem, aby przeliczyć wszystkie otrzymane od parafian pieniądze.

Od dawna wiedziałem , że nie zostawię z nich sobie ani złotówki. Mnie nie wiele było potrzeba. Ważniejszy był kościół – woda i wiatr jeszcze wiosną postrącały stare, poniemieckie rynny; rozkleiły się teraz drzwi do dzwonnicy. Pieniędzy w utrzymanie świątyni mógłbym zresztą włożyć wielokroć więcej niż to, co otrzymałem od parafian. Teraz to wydaje się może śmieszne, ale wtedy nie stać mnie było nawet na wymienienie w kościele wszystkich spalonych żarówek. Byłem więc zadowolony; przemarznięty i zmęczony, ale szczęśliwy: wierni odwiedzeni, pieniądze na kościół zebrane.

Wówczas usłyszałem głośne pukanie do drzwi. „O tej godzinie? W taki mróz!” – pomyślałem. Za drzwiami stała zielona z zimna kobieta i jej pijany mąż. Może nie całkiem pijany, ale jednak zdrowo podchmielony. Najpierw się zdenerwowałem, ale potem pomyślałem, że musiało stać się coś naprawdę ważnego, jeśli przyszli oboje bez względu na pogodę i stan tego mężczyzny. „Niech ksiądz ratuje naszą córkę” – zaczęła płakać kobieta. „Leży w szpitalu. Jest nieprzytomna, a lekarze nie chcą z nami nawet rozmawiać”.

Dziewczynka miała 8, a może 9 lat. Znałem ją z widzenia. Roześmiana, radosna; normalne dziecko. Dom miała ubogi i surowy. Ojciec pijak, matka zapracowana; kilkoro rodzeństwa.

Następnego dnia rano wziąłem wszystkie zgromadzone w czasie kolędy pieniądze, wsadziłem do koperty i pojechałem do szpitala w Jeleniej Górze. Ordynator nawet się nie wzbraniał. Wziął wypchaną kopertę i powiedział, żebym ja się nie martwił , a matka dziecka była spokojna.

Do odjazdu autobusu miałem ponad godzinę. Postanowiłem wejść do kościoła św. Anny. Ukląkłem w ławie i podziękowałem św. Antoniemu z podsunięcie mi pomysłu, jak ratować dziewczynkę. Przecież zdrowie tego dziecka dużo było ważniejsze od rynien i nowych drzwi do dzwonnicy. Świątynia, nawet z przeciekającym dachem, przetrwa lata, a bez wiernych – cóż znaczy? Pieniądz liczy się o tyle, o ile służy człowiekowi.

Zadowolony wyszedłem z kościoła i ruszyłem ul. Konopnickiej w stronę dworca autobusowego. Wtem ramieniem zaczepił mnie jakis mężczyzna w średnim wieku. Było zimno, sypał śnieg, więc twarzy nie widziałem dokładnie. Zresztą, nie przyszło mi do głowy, by się jej przyjrzeć.

No i wtedy stało się coś, czego nie umiem opisać inaczej, jak w sposób cudowny...Nieznajomy wepchnął mi coś do ręki i zanim zdążyłem zareagować, zniknął mi z oczu. Była to koperta z pieniędzmi. Inna niż ta, którą wręczyłem lekarzowi, ale równie pełna.

Do dziś nie wiem, kto i dlaczego mi ją dał. Jak to się stało? Czy to lekarz przemyślał swoje postępowanie i znalazł mnie potem w mieście? A może jakiś nieznany a hojny świadek mojej rozmowy z lekarzem? Albo ktoś zupełnie inny? Przypadkowy? Kto? Dziecko kilka tygodni później było już w domu. Dziś jest znaną w Jeleniej Górze osobą. Ha, ha! – bardzo znaną. Kościół zaś w mojej dawnej parafii wygląda tak, jakby został wczoraj postawiony. Kiedy czasem przejeżdżam obok niego to myślę – „Pan jest miłością”.

 

Kwestionariusz banalny. Nowiny Jeleniogórskie 9 sierpnia 2005 r.

Wywiadu udzielil ksiądz Stanisław Pagieła.

Mieszkam tu bo...

Od 35 lat jestem proboszczem. Wcześniej od 1962 r. dojeżdżałem z Jeleniej Góry odprawiać msze św. do Dąbrowicy na rowerze. Stworzyłem tę plebanię w miejscu, gdzie była piekarnia i sprzedawano chleb. To po co się przenosić gdzie indziej.

Lekcja z dzieciństwa którą zapamiętałem.

Rok 1946. Lekcja szacunku dla drugiego człowieka, bez względu na wiek i religię. Właściwie to nie była jedna lekcja, a lekcje. W maturalnej klasie Technikum Finansowego w Bielsku białej zachorowałem. Długo leżałem w szpitalu w Cieszynie. Moja wychowawczyni uparła się, że i tak zdam maturę. Co tydzień przywoziła do szpitala przepisane wszystkie lekcje. Maturę zdałem. Nauczycielka wyjechała do Izraela bo była Żydówką.

Ten pierwszy raz...

Dnia 25 czerwca 1962 r. po raz pierwszy samodzielnie odprawiłem Mszę św. o godzinie piątej rano, w klasztorze klauzurowym Sióstr Karmelitanek Bosych we Wrocławiu. Przeżycie niezwykłe, radość i wdzięczność, że doszedłem do kapłaństwa.

Mój przebój życia...

To sa dwie pieśni związane z Jasnogórską Panią. Śpiewam je codziennie, a przynajmniej w niedzielę, od 1962 r.

Wkurza mnie...

Pijaństwo, jak ktos przyrzeka narzeczeństwo swojej flaszce i słowo dotrzymuje. Z biegiem lat coraz mniej się denerwuję, ćwiczyłem to 43 lata, gdy uczyłem młodzież, ostatnio gimnazjalistów w Łomnicy, bo katechetka nie dawała sobie z nimi rady. Jak któryś mnie zdenerwował, nie leciałem ze skargą do dyrektora. Załatwiałem to w cztery oczy. Raz tylko w mediach nazwali mnie „Rambo w sutannie”, złodzieje w kominiarkach napadli na plebanię, a ja im w tym przeszkodziłem.

Oprócz rodziny nie umiem się obejść bez...

Myślałem, że bez roweru, ale i z tego musiałem zrezygnować. Nawet z Dąbrowicy, gdy przyjdzie pora, zrezygnuję bez dramatu. Chyba nie jestem przywiązany do niczego.

Gdybym dostał 100 tysięcy zł to ...

Zainwestowałbym w kościół w Dąbrowicy, w remonty i nowe inwestycje, choćby salę dla pielgrzymów.

Gdyby Polska była monarchią, królem uczyniłbym...sukcesji pozbawiłbym ...

Jestem proboszczem a nie prorokiem, można się pomylić. Na razie nie widze kandydata na króla. A sukcesji to oni się sami pozbawią.

Za późno na ...

Na kombinowanie.

Ulubiony dowcip ...

Ksiądz tłumaczy dzieciom, kto to jest anioł: „nie ma ani głowy, ani rąk, ani nóg”. A to śmieszna rzecz, ino sam brzuch, dopowiada malec.

 

Historia powstania Fabryki Papieru w Dąbrowicy.

Autorem jest prawdopodobnie Otto Krieg.

Pierwszą maszyne papierniczą produkującą na długim sicie papier bezkońcowy ustawił w 1803 r. jej wynalazca Anglik Bryan Donkin w Frogmore koło Londynu. Ten sam producent Donkin dostarczyl Niemcom w 1818 r. identyczną maszynę papierniczą dla Towarzystwa Akcyjnego „Patentpapierfabrik”, któremu państwo udzieliło patentu na produkowanie przez 15 lat papieru „bezkońcowego”, nazwanego tez papierem „maszynowym” – jako jednemu producentowi w Prusach.

W roku 1835, po wygaśnięciu patentu panowie: Jan Edward Kiessling z zawodu jubiler i aptekarz Fryderyk Wilhelm Schoffel, udali się na poszukiwanie w górach dolnośląskich odpowiedniego źródła siły wodnej, która mogła by służyć powstaniu fabryki papieru. Przeświadczeni o dobrej perspektywie rozwoju nowej gałęzi przemysłu, postanowili wspólnie zaprojektować i wybudować fabrykę.

Dnia 23 kwietnia 1826 r. spalił się tartak i ścierownia w Dąbrowicy. Jego właściciel – młynarz Grun – przy odbudowie zadłużył się do tego stopnia, że tartak i ścierownia zostały poddane licytacji.

Od nowego właściciela Jana Gotlieba Lankarta – odkupili Kiesslin i Schoffel całą parcelę nr. 27 zwaną poźniej Szarą Gęsią. W ten sposób powstała pierwsza fabryka papieru w Dolinie Jeleniogórskiej, a druga na Dolnym Śląsku.

Dnia 23 kwietnia 1835 r. rozpoczęła się, po zlikwidowaniu starego tartaku, budowa nowej fabryki papieru. Równocześnie rozpoczęto w pobliżu fabryki budowę 2 dpmów mieszkalnych dla nowych właścicieli. W 1835 r. jako pierwszy wprowadził się do swojego domuSchoffel, a w 1836 r. przeprowadził się Kiessling z Wrocławia do swojego domu. Schoffel zmarł 1870 r. w Złotoryi, a Kiessling w 1886 r. w Jeleniej Górze.

Potrzebne w fabryce wielkie koło zębate i walce, zamówiono na Górnym Śląsku, gdzie przy wykorzystaniu protekcji ministra von Redena z Bukowca, rozkwitł potężny przemysł ciężki. Same maszyny produkcyjne zostały zakupione w Firmie Donkin w Londynie. Najmłodszy brat Kiesslinga kupiec Ryszard Kiessling, udał się do Londynu w celu sprowadzenia maszyn. Z Anglii sprowadzono także fachowca w dziedzinie papiernictwa.

Dnia 3 sierpnia 1837 r. w dniu urodzin ówczesnego króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, w 2 lata od rozpoczęcia budowy, wyprodukowano pierwszy papier bezkońcowy – bladoniebieski. W 1836 r. zaangażowano Gustawa Schaffratha jako kierownika produkcji. Schaffrath uczył się zawodu w Sebnitz w Saksonii, a jego siostrzeńca Gustawa Go zatrudniono jako ucznia w roku 1858, a od 1887 r. został on kierownikiem produkcji potężnie już rozbudowaniej fabryki.

Po śmierci Schaffratha kierownikiem produkcji został Karol Palma z Aalen w Wurttembergii. Był on siostrzeńcem znanego księgarza Palmy, rozstrzelanego na rozkaz Napoleona. Od 1837 r. jako księgowy w fabryce, pracował kupiec Karol Luis Krieg. Kiedy w roku 1852 fabrykę nabył von Decker, Krieg otrzymał nominację na dyrektora fabryki. Po śmierci Kriega w 1862 r. dyrektorem został jego syn Otto. Już od 3 sierpnia 1858 r. Otto Krieg pracował w fabryce jako technik, zaś dyrektorem przestał być w 1908 r.

Współżycie dwóch właścicieli Kiesslinga i Schoffela układało się coraz gorzej. Jednym z powodów było zróżnicowanie w kierunkach politycznych. Nie bez znaczenia też był zakup majątku rolnego wraz z pałacem w Dąbrowicy w 1845 r. przez Kiesslinga, bez porozumienia się z partnerem. Majątek ten należał przedtem do barona von Rosena.

Schloffel opuścił więc partnera i wyprowadził się na Górny Śląsk, aby tam nabyć nowe majętności. Jego miejsce zajął Jan Bock, który uprzednio prowadził aptekę we Wrocławiu i Berlinie. Odtąd nazwa firmy brzmiała Kiessling und Bock. Dnia 20 maja 1846 r. Bock osiedlił się z rodziną w Dąbrowicy w dawnym domu Schloffela. To tu urodziła się jego córka Klara późniejsza żona dyrektora Otto Kriega.

Fabryka produkowała wszystkie gatunki papieru, przede wszystkim lepsze gatunki papieru listowego i nadające się na druki. Rynkiem zbytu był cały Śląsk, później znalazła się też klientela z Berlina.

Tajna Nadworna Drukarnia należąca do von Deckerów, późniejsza Królewska Tajna Nadworna Drukarnia von Deckera, zużytkowała prawie całą produkcje papieru, więc najkorzystniejsze było nabycie całej fabryki na własność przez Królewskiego Tajnego Drukarza Nadwornego Rudolfa von Deckera.

Upoważniony przez Deckaea Wilhelm Schulze doprowadził dnia 21 lutego 1852 do podpisania kontraktu sprzedaży / kupna. Schulze otrzymywał dalej przyjazne stosunki z Kiesslingiem i Bockiem, jak również i z dyrektorem Otto Kriegiem. Od 1870 r. wycofał się z życia czynnego i żył spokojnie do 1885 r, w mieszkaniu w Dąbrowicy przydzielonym mu przez Deckera.

Nowym właścicielem stał się Rudolf von Decker do śmierci w 1877 r. a później jego synowie Ryszard, Georg i Gustaw. Po opuszczeniu fabryki przez Gustawa, fabryke prowadzili bracia Ryszard i Georg. Dyrektorem mianowano Karola Luisa Kriega. Bock wyprowadził się z rodziną do Wrocławia. Fabryka rozwijała się i rozszerzała produkcję.

W 1847 roku właściciele fabryki postawili pierwszy dom mieszkalny dla robotników pod nazwą Die Goldammer, do którego wprowadziły się 4 rodziny. Pan von Decker rozpoczął w 1857 r. budowę następnego domu mieszkalnego o nazwie Szara Gęś, następne domy miały nazwy: Nowa Ameryka, Willa Pauline, Willa Ulrike, Willa Adelgunde, Willa Friederike. W Raszycach również przystąpiono do budowy domu mieszkalnego dla robotników. W 1887 r. fabryka dysponowała 50 mieszkaniami, które przydzielono majstrom i starszym zasłużonym robotnikom, za bardzo niską opłatą, względnie bez opłaty.

Osobny dom mieścił kuchnię dla robotników, w której rozprowadzano tanie obiady i bezpłatną kawę. Dla odpoczynku i przerw obiadowych, udostępniono robotnikom jadalnię. Na piętrze budynku urządzono salę noclegową z 20 łużkami, dla robotnic mieszkających w oddalonych wioskach, aby zaoszczędzić im codziennej dalekiej drogi do pracy. Pod opieką starszej kobiety, robotnice spędzały wolny od pracy czas i miały bardzo tani nocleg.

Po nabyciu dnia 5 września 1859 r. majątku wraz z pałacem w Dąbrowicy przez pana von Deckera, przyjechał on dnia 17 czerwca1861 r. pierwszy raz z rodziną aby spędzić z rodzina letnie miesiące. Blisko fabryki wybudował nowy obszerny budynek przeznaczony na szkołę, która wraz z otaczającą ją posesją podarował gminie Dąbrowica. W 1857 roku przestawiono zasilanie fabryki z turbin wodnych na parowe. Do 1874 r. zmodernizowano fabrykę wprowadzając postęp techniczny prawie na wszystkich stanowiskach.

W roku 1858 przystąpił do pracy jako technik i współ dyrektor Otto Krieg. W 1862 r. umiera Luis Krieg i Otto jest odtąd jedynym dyrektorem. W 1908 r. Otto Krieg opuscił fabrykę i zamieszkał jako emeryt w Jeleniej Górze gdzie zmarł w 1920 r.

Na skutek regulacji granic między majątkami Dąbrowica i Wojanów, można było przystąpić do budowy nowej zapory wodnej na rzece Bóbr w 1862 r. Właścicielka majątku Wojanów księżniczka z Niderlandów Luiza córka króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, odstąpiła za odszkodowaniem część swojej ziemi, majątkowi w Dąbrowicy. W trakcie prac regulacyjnych odkupiono od restauracji Pelikan parcelę. Sprawy finansowe uregulował dnia 10 listopada1862 r. dyrektor Krieg z restauratorem Feige i restauracja stała się własnością fabryki papieru.

Dnia 13 kwietnia 1872 r. wyprodukowano w Dąbrowicy pierwszy arkusz papieru czerpanego. Produkcję papieru czerpanego na użytek banknotów rozpoczęto w 1874 r. Nominały banknotów to 1000 marek, 500 marek, 50 marek, 20 marek. Papier na 100 i 5 markowe banknoty produkowała inna fabryka. Po powstaniu Rzeszy Niemieckiej produkcja jednej fabryki była niewystarczająca. Obok papieru czerpanego w Dąbrowicy produkowano: papier na zwykłe karty pocztowe na telegramy. Dnia 12 stycznia 1877 r. umiera Rudolf von Decker w Berlinie, a 31 października jego trumnę umieszczono w grobowcu rodzinnym w Dąbrowicy.

Fabryka Papieru przez 25 lat znajdowała się w posiadaniu jednego właściciela i to jemu zawdzięcza taki rozkwit. Synowie Deckera prowadzili fabrykę dalej w starym stylu. Królewska Tajna Nadworna Drukarnia w Berlinie stała się własnością Rzeszy Niemieckiej i połączona z Pruską Drukarnią Państwową, pozostała wierna Fabryce w Dąbrowicy.

 

Przemysł papierniczy – Dabrowica od 1945 r.

Rocznik Jeleniogórski XXXIV z 2002 r. M. Szymczak.

W 1945 r. fabryka należała do spółki komandytowej Eischberger Papierfabrik KG, której jedynym udziałowcem była księżna Dorothea Marie zu Schleswig – Holstein z Przemkowa koło Szprotawy. Zakład posiadał dwie maszyny papiernicze, o łącznych możliwościach produkcyjnych 25 ton na dzień. Po wojnie fabrykę udało się uruchomić najwcześniej spośród podjeleniogórskich papierni, bo już w sierpniu 1945 r.

W pierwszych latach powojennych, wielkość powojennej papierni utrzymywała się na poziomie 3 krotnie niższym niż u schyłku lat 30 tych. Według danych za 1946 r. zakład wyprodukował zaledwie 2.400 ton papieru, co stanowiło zaledwie 33% produkcji z 1939 r. W następnych latach spadek jeszcze bardziej się pogłębił, a w 1948 r. zakład wyprodukował zaledwie 2.000 ton papieru. Sytuacja dopiero poprawiła się w 1950 r., kiedy to dąbrowicka fabryka wyprodukowała 4.100 ton papieru czyli o 1.800 ton więcej niż w roku poprzednim, a w 1953 r. produkcja wyniosła już 5.200 ton.

Przez szereg następnych lat, fabryka dostarczała podobną ilość papieru. Po II wojnie światowej przez wiele lat, zakład nie był modernizowany, a większość inwestycji miała charakter remontów odtworzeniowych. Przełom nastąpił w II połowie lat 60 tych, kiedy to rozbudowano zakładową siłownię i unowocześniono jedną z maszyn papierniczych. Największe inwestycje przeprowadzono w następnej dekadzie; w 1970 r. zmodernizowano napęd holendrów; zlikwidowano pędnie pasowe wprowadzając indywidualne napędy i rozpoczęto przygotowania do gruntownej modernizacji starszej maszyny papierniczej eksploatowanej od 1866 r. Do realizacji inwestycji przystąpiono na początku 1972 r. kończąc ją w końcu roku.

Po modernizacji zakład stał się znacznie wydajniejszy; w 1974 r. produkcja wyniosła blisko 8.200 ton papieru, co było rekordową wielkością w dotychczasowej historii dąbrowickiej papierni. Kolejne poważne inwestycje w Dąbrowicy zostały przeprowadzone na początku lat 80 tych, kiedy to przebudowano maszynę papierniczą z 1909 r. W 1990 r. przy zatrudnieniu 135 osób wyprodukowano 5.370 ton papieru. Pod względem wielkości produkcji, zakład zajmował II miejsce, a jego rentowność nyła na przyzwoitym poziomie. Wprawdzie w pierwszych miesiącach 1992 r. zakład przyniósł straty, jednak po podziale KZP dzieki znajdującym się w dobrym stanie technicznym urzadzeniom produkcyjnym, sytuacja mlodego przedsiębiorstwa zaczęła się poprawiać.

Dnia 1 sierpnia 1996 r. papiernię sprywatyzowano poprzez przejęcie jej na zasadzie leasingu przez spółkę pracowniczą pod nazwą Fabryka Papieru Sp. z o.o. w Dąbrowicy, której prezesem został dotychczasowy dyrektor Jerzy Czarnecki. Od tego czasu poniesiono nakłady inwestycyjne na kwote ponad 2.900.000 zł, co pozwoliło rozwinąć produkcję ekologicznych papierów oraz podwyższyć jakość wyrobów.

Możliwości produkcyjne zakładu ocenia się na 8.500 ton papieru w ciągu roku. Dąbrowicka papiernia z racji produkowanych w niej asortymentów, należy do najciekawszych zakładów przemysłowych z okolic Jeleniej Góry. W latach 70 i 80 tych XIX wieku wytwarzano tu papier na niemieckie banknoty i papiery wartościowe. Po wojnie dzięki możliwości wytwarzania papierów ze znakiem wodnym, produkowano tu pod eskortą wojska, inne papiery wymagające zabezpieczeń; na kartki żywnościowe w latach 1951 – 53, i w 1989 r. Wyrabiano również papier techniczny, bibułę teczkową, papier powielaczowy, karton kreślarski, papier do drukowania: ilustracyjny, offsetowy, biblijny, wklęsłodrukowy, monopolowy, karton pocztówkowy. Dzisiaj fabryka jest jedyna w kraju która produkuje papier ze znakiem wodnym. Obecnie robią papier na recepty lekarskie.

 

Szkoła Podstawowa w Dąbrowicy 1960/1961 r.

Kierownikiem szkoły był Janusz Mania. A oto jak przedstawiał się stan liczbowy dzieci w poszczególnych klasach: kl. I – 26 ucz, wszystkie dziewczęta w ciemnych fartuchach i białych okrągłych kołnierzykach, chłopcy w ciemnych spodniach i swetrach. Klasa II – 31 ucz. zespół cichy ale na lekcji „wiercipięty” i ciągle skarżą jeden na drugiego. Klasa III – 15 ucz, grupa mało liczna ale sporo „łobuziaków”. Klasa IV – 18 uczniów, biją rekordy w spóźnianiu się na zajęcia szkolne, być może że wielu z nich „ma poważne kłopoty z uszami” bo nie słyszą dzwonka. Klasa VI – 15 ucz, bardzo chętna do wszelkich prac społecznych, ale nie do nauki. Klasa VII – 12 ucz, bardzo zrównoważona, nikt się tu nie wyróżnia.

Choinka noworoczna – dnia 28 stycznia 1961 r. o godzinie 18 w sali świetlicy fabrycznej „Pelikan”, zebrali się rodzice i wszystkie dzieci z wychowawcami. Dzieci przebrane były za: górnika, cygana, śnieżyczkę, pajaca, laleczkę i wiele innych postaci. Uroczystość rozpoczął kierownik krótkim przemówieniem, następnie były występy dzieci młodszych i starszych: wiersze, piosenki, inscenizacje oraz dowcipne skecze. Na koniec części oficjalnej przyszedł Dziadek Mróz i rozdał słodycze. Później była zabawa która trwała aż do godziny 22.

Dnia 9 marca odbył się konkurs „dobrego czytania” z wyznaczonych 3 lektur szkolnych. Zmorą dla szkoły jest brak ogrodzenia, zwłaszcza gdy dzieci się bawią lub grają w piłkę która zapewne „specjalnie” zawsze ucieka na tory kolejowe i niekiedy pociąg kończy jej krótki żywot. Na wiosne pan kierownik przekonał rodziców aby wspólnie z uczniami ogrodzić boisko i szkołę. Z okazji Święta Pracy – dnia 1 Maja odbyła się uroczysta akademia, były wiersze i piosenki, a młodzież pięknie udekorowała szkołę i dokładnie wysprzątała swoje podwórko przed budynkiem szkolnym.

Dnia 22 czerwca młodzież, dzieci i nauczyciele oraz rodzice, bardzo uroczyscie pożegnali absolwentów szkoły czyli uczniów klasy VII. Wszyscy otrzymali promocję czyli mogą dalej się kształcić. Wieczorem rodzice urzadzili dla młodzieży z klasy VII, zabawę taneczną która trwała do godziny 22. Następnego dnia pożegnano pozostałych uczniów – wreszcie upragnione wakacje.

„Hej, wakacje to rzecz miła! Wyśmienita rzecz. Już nauka się skończyła. Książki poszły precz! Gdy godzina 8 znika i do szkoły czas. Za spóźnienie, do dziennika nie zapiszą nas!”...

Dzieci odświętnie ubrane, obowiązkowo z kwiatami, stanęły w czworobok na boisku szkolnym. Najpierw przemówił kierownik, później Przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego, następnie były deklamacje uczniów klas młodszych, piosenki i inscenizacje. Następnie rozdano nagrody dla najlepszych uczniów, którzy pracą i nauką zasłużyli na wyróżnienie. Na samym końcu rozdano wreszcie świadectwa dla tych którzy przeszli do następnej klasy oraz dla tych co pozostali na następny rok w tej samej klasie. Wreszcie już upragnione i wyczekiwane wakacje.

Rok szkolny 1961/1962.

Dnia 1 września rozpoczął się kolejny rok szkolny. Do pracy przyszły 3 nowe nauczycielki. Dnia 12 października obchodzono 18 rocznicę LW Polskiego. Nauczycielki opowiedziały swoim dzieciom chlubną historię LWP oraz jej szlak bojowy, później były okolicznościowe wiersze i piosenki wojskowe oraz taniec „Polonez”. Do tańca i śpiewu przygrywał uczeń Jurek Kudłaciuk.

Dnia 7 listopada to 44 rocznica Rewolucji Październikowej. Na uroczystości przemówił kierownik szkoły, opowiadając mlodzieży jak doszło do tego historycznego wydarzenia, o krążowniku „Aurora” i o ZSRR, które jest tylko największe ale również najbogatsze państwo świata. To jej syn jako pierwszy wyruszył na podbój Kosmosu – Jurij Gagarin. Deklamowano po polsku i rosyjsku, śpiewano piosenki polskie i rosyjskie.

Dnia 30 grudnia 1961 r. w szkole założono Spółdzielnię Uczniowską. Pierwszy prawdziwy sklepik prowadzą sami uczniowie. Są tam: zeszyty, ołówki, stalówki, gumki oraz bardzo smaczne bułeczki. Dnia 4 stycznia odbył się bal dziecięcy w Domu Kultury w Jeleniej Górze, na którym była również delegacja z naszej szkoły.

Dnia 23 czerwca po raz ostatni zadźwięczał dzwonek szkolny. Jutro wakacje, lekcje skończone. Absolwenci szkoły odeszli 3 dni wcześniej.

Zmiany nazw miejscowości na przestrzeni dziejów.

1677r. – Aichberg, 1726r. – Eichberg, 1945r. – Dębowa Góra, 1946r. – Dąbrowica.

Zmiany ludności we wsi w ostatnich 225 latach.

1786r. – 208 0sób, 1816r. – 209 osób, 1840r. – 230 osób, 1871r. – 446 osób, 1885r. – 500,

1905r. – 482 osoby, 1925r. – 512 osób, 1940r. – 554 osoby, 1945r. – 411 osób, 1970 – 611,

1978r. – 645 osób, 1988r. – 645 osób, 2000r. – 804 osoby.

 

Kostrzyca to duża wieś w Kotlinie Jeleniogórskiej, nie posiada wyraźnego układu przestrzennego, ponieważ składa się z kilku przysiółków-osiedli. Najstarsza część wsi ciągnie się na długości około 1 km w dolinie rzeki Jedlicy. Kostrzyca powstała na podmokłej łące w dolinie rzeki. Cała wioska leży na wysokości 390 – 450 m n.p.m. Wieś otaczają użytki rolne w tym 340 ha ziem uprawnych i tylko 70 ha lasów, sporo jest łąk i pastwisk. Kostrzyca posiada znaczną liczbę mieszkańców, 6-letnią szkołę podstawową, ośrodek zdrowia – czynny dwa razy w tygodniu, bar i kilka sklepów. Wierni należą do katolickiej parafii w sąsiednim Bukowcu, niegdyś również ewangelickiej. Od 1996 roku na terenie wsi znajduje się jedyny w kraju Leśny Bank Genów.

Kostrzyca prawdopodobnie powstała w II połowie XIV wieku i cały czas była silnie związana z pobliskim Bukowcem. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1403r. i mówi, że Heincze von Czedlicz z Bukowca z Wiellenem i jego bratem Hansem, sprzedali klasztor w Lubomierzu za kwotę rocznego czynszu z Kostrzycy. W 1491r. bracia von Czedlicz z Bukowca odkupili od Georga Kloppena, burmistrza z Jeleniej Góry, 6 marek czynszu z obu wsi. Dalszy brak informacji o wsi wynika z tego że nie była ona samodzielna, lecz ciągle stanowiła część majątku w Bukowcu.

Dopiero w 1764 r. stała się odrębną wsią, do której przyłączono Gąski i Popów. Już na początku XVIII wieku powstał tu znaczny ośrodek tkactwa chałupniczego. W II połowie XVIII w. Kostrzyca stanowiła własność Fryderyka von Packischa. W 1786 r. mieszkało tu 33 zagrodników i 31 chałupników, była szkoła ewangelicka, dwa młyny wodne i znana karczma Dolewka. Później dobra w Bukowcu i Kostrzycy nabył hrabia von Reden, który mocno je zagospodarował. Do Kostrzycy przyłączył kolejne osady i przysiółki. Na znaczny rozwój wsi miało, powstanie przemysłu lniarskiego w pobliskich Mysłakowicach z tego powodu liczba mieszkańców ciągle się zmieniała.

W 1825 r. wieś dzieliła się na Górną, Średnią i Dolną, a całość należała do wdowy hrabiny Fryderyki von Reden z Bukowca. W tym czasie we wsi było 129 domów, w tym posterunek celny, 2 młyny wodne, olejarnia i tartak. Wśród mieszkańców osady było 9 tkaczy jedwabiu, którzy mieli 16 warsztatów, 2 tkaczy lnu i 2 tkaczy wstążek. Do Kostrzycy należały jeszcze przysiółki Giese i Hain oraz kolonia Hickel składające się z kilku domów. W 1840 r. wieś dalej należy do hrabiny von Reden, było tu 127 domów, 3 gospody i znacznie wzrosła liczba mieszkańców. Pracowało tu ponad 20 rzemieślników różnych branż, w tym nawet zegarmistrz i złotnik ale nadal dominowało tkactwo.

Istniała tu tkalnia jedwabiu, pracująca dla wytwórni w Kowarach, a ponadto 10 warsztatów bawełnianych i 8 lnianych. Przez wioskę prowadził trakt drogowy którym jeździły dyliżanse z Wrocławia do Jeleniej Góry i Cieplic - znanego zdroju. Na początku XIX wieku w Kostrzycy istniała niewielka wytwórnia pianin i fortepianów. Po powstaniu w Mysłakowicach Zakładów Lniarskich, Kostrzyca zaczyna przekształcać się w osiedle robotnicze jako zaplecze dla fabryki. Po śmierci hrabiny, Kostrzyca wraz z Bukowcem przechodzi na własność rodziny von Rotenhan która mieszkała tu do 1945 roku.

W połowie XVIII wieku wieś była niewielką łańcuchówką, otoczona użytkami rolnymi, położona przy drodze z Jeleniej Góry do Kowar. Około 1825 r. wieś dzieliła się na dwie części, południowa i północną. Pierwsza jako starsza miała układ łańcuchowy tj. ul. Jeleniogórska 37 – 64. Natomiast nizej połozona północna część wsi tj. ul. Jeleniogórska 1 – 19, otrzymała układ dwurzędowej kolonii. W północnej, dolnej części wsi znajdował się jeden z kostrzyckich młynów, zwany Grundmuhle.

Na zachód od północnej części wsi, polożona była jej kolonia Popów, zasiedlona w polowie XVIII wieku przez 21 zagrodników tj. ul. Kościuszki 120 – 131. Równolegle do ulicy z zabudową ciągnął się zespół stawów, założonych na jednym cieku wodnym. Ponadto w północnej części osady znajdował się folwark z zabudowa w czworoboku. W II połowie XIX wieku Popów rozbudowano. Po wschodniej stronie łąki już tylko z jednym stawem. Na parcelach wydzielonych z gruntów dominalnych, wyznaczono działki pod nową zabudowę. W rezultacie powstała kolonia o układzie dwurzędowym, z ciekiem wodnym i stawem. W 4 ćwierci XIX wieku oraz w I polowie XX wieku, istniał jeszcze dominalny folwark.

W 4 ćwierci XIX wieku przebudowano jeden z odcinków ul. Kościuszki, przekształcając go w droge wylotową w kierunku Miłkowa. Natomiast na południe od Popowa, wytyczono nowa droge do przystanku kolejowego. W okresie międzywojennym, na tyłach działek zaczęto wznosić nowe domy osiedlowe. Obecnie Popów jest rozbudowywany od wschodu o nowe osiedle domków jednorodzinnych.

Druga kolonia kostrzycy – Chaty i Gąski miała niespójny układ, ponieważ składała się z dwóch odizolowanych od siebie części. Zlokalizowana była przy polnej drodze w stronę Ścięgien i Krzaczyny. Tworzyły jadwie części o odmiennym rozplanowaniu. Wschodnia bardzo wydłużona część osady Chaty czyl ul. Karpacka tj. 73 – 90. Druga natomiast czyli zachodnia część kolonii Gąska z południowym odcinkiem ul. Karpackiej, rozplanowana została w układzie łańcuchowym. Jednolite siedlisko wsi przecinały drogi łączące Kostrzyce ze Ścięgnami. W środkowej częśći wsi znajdował się folwark określony jako Harte-Vorwerck. W Gąsce usytuowany był młyn Gansemuhle.

Zabudowa wsi. Przestrzenny podział Kostrzycy na dwie części, zachował się do dziś w charakterze wsi. W południowej jej partii wystepowały niewielkie skromne gospodarstwa zagrodnicze z parterowymi budynkami mieszkalno – gospodarczymi. Natomiast w północnej części wsiwznosiły się tylko domy szerokofrontowe, ustawione w dwóch rzędach. Najczęściej były to budynki parterowe z oszalowanymi szczytami.

Od początku XX wieku w północnej części wsi pojawiły się domy osiedlowe jako skromne budynki. Na północnym odcinku ul. Jeleniogórskiej, przy granicy z Mysłakowicami, wznoszono wille i pensjonaty.

Najstarszą, znana dziś zabudowę Popowa przedstawia budynek mieszkalno – gospodarczy ul. Kościuszki 129. Jest on parterowy z odeskowanym szczytem, nakryty wysokim dwuspadowym dachem. W okresie miedzywojennym, budowano tu proste domy osiedlowe. Reliktem zabudowy dominalnego folwarku jest dom przy ul. Kościuszki 133 z 1701 roku, murowany, z piętrem o konstrukcji szkieletowej. W 4 ćwierci XIX wieku powstała obecna zabudowa Chat i Gąski tj. ul. Karpacka. Jedne budynki proste , inne w stylu szwajcarskim, z odeskowaniem w górnej części elewacji.

Na terenie wsi kostrzyca znajdowały się również budynki użyteczności publicznej jak: szkoła ewangelicka i katolicka, przytułek oraz gospody. W 1803 r. we wsi zbudowano murowaną szkołę ewangelicką, która rozbudowano o jedno piętro w 1833 r. We wsi istnial również przytułek dla biednej ludności. W Kostrzycy funkcjonowały 3 karczmy: W Kostrzycy Dolnej – Grundmuhle, w Kostrzycy Środkowej – Giese, i trzecia w Gąskach – Harte.

Pod koniec XIX wieku rozwija się ruch turystyczny, powstaje wspólna dla dwóch wsi sekcja RGV oraz kilka pensjonatów oferujących łącznie 35 miejsc noclegowych. Po zakończeniu II wojny światowej i wysiedleniu dawnych mieszkańców, wieś na nowo zasiedlają Polacy pochodzący z różnych stron dawnej Rzeczpospolitej. Mimo tak wielkich zawirowań, wieś nie wyludniła się, być może dlatego że w najbliższej okolicy było dużo miejsc pracy. W samej wsi nie powstały nowe zakłady pracy, zmalała także rola rolnictwa. Na obrzeżach wsi, po zmianie ustroju w 1990 roku, powstało duże i nowoczesne oraz wspólne dla całej gminy Wysypisko Śmieci. W czerwcu 1994r. rozpoczęto realizację jedynego w kraju Leśnego Banku Genów. Założenie banku opracował instytut Leśnictwa i Dendrologii PAN w Kórniku, zaś inwestorem było Nadleśnictwo Kowary.

Lokalizacje banku wyznaczono na terenie Kostrzycy w pobliżu obwodnicy z Mysłakowic do Karpacza. Wzniesiono tam kompleks efektownych, nowoczesnych budynków. Centrum Banku stanowią chłodnie-przechowalnie, w których w temperaturze –20 stop.C przetrzymywane są nasiona, kiełki, pyłki i tkanki różnych gatunków drzew, krzewów i roślin zielonych, charakterystycznych dla lasów sudeckich. Materiał pochodzi z wyselekcjonowanych stanowisk krajowych i zagranicznych. Budowę ukończono w styczniu 1996 roku między innymi z funduszy zagranicznych, w tym Banku Światowego.

Materiał pochodzący z banku, ma pozwolić na odtworzenie pierwotnych drzewostanów w Sudetach po klęsce ekologicznej. Od 1996r. realizowany jest na otaczającym terenie park dendrologiczny-arboretum, w którym przewiduje się nasadzenie około 250 gatunków, w tym różne odmiany jodły. Oprócz komór przechowalniczych i zaplecza laboratoryjnego, są też obiekty techniczne i centrum obliczeniowe, a w przyszłości planowana jest budowa bazy hotelowej. Już obecnie Leśny Bank Genów stał się jedną z większych atrakcji Kotliny Jeleniogórskiej.

Na terenie Kostrzycy zachowało się do dzisiaj wiele zabytkowych domów mieszkalnych i mieszkalno-gospodarczych, drewnianych i murowanych z końca XIX wieku.

Gospoda, obecnie budynek mieszkalno – usługowy ul. Jeleniogórska 29z I ćwierci XIX wieku. Dworzec kolejowy, obecnie dom na ul Kościuszki 141 z 1915 r. budynek kolejowy, obecnie dom przy ul. Kościuszki 141 a z 1910 r. stacja trafo – z około 1910 – 1920 roku.

Kostrzyca i obecnie nie ma jednolitego układu przestrzennego, ponieważ sklada się z części połączonych drogami. Nie istnieja tu również obiekty sakralne, założenia parkowo – pałacowe, czy tez zespoły o ciekawej zabudowie i architekturze.

Szkoła Podstawowa.

Szkoła Podstawowa w Kostrzycy zaczęła funkcjonować dnia 18 marca 1946 r. Pierwszym kierownikiem i zarazem nauczycielem był pan Czesław Skowroński. Szkoła liczyła 19 uczniów. W I klasie zapisanych było 11 uczniów, w II – 7, w III – 1 uczeń 14 letni. Najstarszy uczeń klasy pierwszej miał 13 lat, w drugiej zaś 14 lat. W następnym roku szkolnym uczyło się już 53 uczniów w 4 klasowej szkole, w której w dalszym ciągu uczył tylko jeden nauczyciel. Wielki głód kadry pedagogicznej był rezultatem przebytej wojny i hitlerowskiego systemu wyniszczenia narodu polskiego.

Kolejne lata przyniosły pewne zmiany, wzrosła ilość uczniów, powiększyła się również kadra, powstały nowe klasy. Pierwszy raz klasę 7 mą kończyło 14 uczniów w roku szkolnym 1954/55. W tym okresie nowym kierownikiem szkoły był powołany na to stanowisko w 1953 r. pan mieczysław Korski. Trudne to były lata. Oprócz kłopotów finansowych, braku pomocy naukowych i sprzętu, szkoła szarpana była sąsiedzkimi konfliktami, nieporozumieniami związanymi z gospodarzami. Którym trudno było zrozumieć i zaakceptować, spontaniczne zachowanie dzieci. Podobnie między mieszkańcami wsi dochodziło do nieporozumień wynikających z faktu że pochodzili oni z różnych stron Polski, a wielu ze wschodnich rubieży dawnej Rzeczpospolitej. Nie mieli oni wspólnych tradycji, nie byli oni ze sobą zżyci, to wszystko dopiero było przed nimi.

Po 5 latach stanowisko kierownika szkoły objął 30 letni Mieczysław Sobkowiak. W tym czasie szkoła liczyła 170 uczniów i 5 nauczycieli. Do klasy I zapisało się aż 44 uczniów. Wszystkie dzieci były bez przygotowania przedszkolnego, nie znały liter ani dyscypliny. Aby wpisać każdemu uczniowi wzór literki, nauczyciel potrzebował godziny lekcyjnej czyli 45 minut. Trud ten nic nie znaczył w obliczu zaszczytu jakim było uczenie dzieci. A entuzjazm i ochota dzieci do nauki szkolnej, dodawały szkrzydeł bardzo młodej kadrze pedagogicznej.

Dzięki staraniom kierownika szkoły zaadaptowano budynek komunalny, powiększając w ten sposób ilość sal lekcyjnych, a nastepnie ogrodzono cały teren szkoły. Była to wielka i kosztowna inwestycja. Dzieci ciągle przybywało, stabilizowała się również i liczba mieszkańców. Ludzie zaczęli wierzyć, że Ziemie Zachodnie tzw. Odzyskane to ich dom i nowa ojczyzna dla nich.

W 1967 roku liczba uczniów wzrosła do 248, a nauczycieli do 8. W szkole działały już różne organizacje społeczne jak: Samorząd Uczniowski, PCK, SKO, ZHP, SFOS, Spółdzielnia Uczniowska, Koło łowieckie, Koło dramatyczne, Koło geograficzne, Koło biblioteczne, biblioteka.

Oprócz z godzin wynikających z etatu tj. 26 tygodniowo, nauczyciele zobowiązani byli do opieki nad kilkoma organizacjami, zaś wieczorami prowadzili zajęcia w szkole dla dorosłych. Warunki pracy były trudne. Uczniowie siedzieli po kilku w jednej ławce. Klasy były bardzo ubogo wyposażone w pomoce naukowe, klasy często pełniły rolę szatni czy umywalni – miednica z wodą. Czarne pyłochłonowe podłogi sprawiały ponury nastrój. Duże sale ogrzewane były, jednym kaflowym piecem. Toalety znajdowały się poza budynkiem szkolnym, na podwórku.

Warunki te zmobilizowały kierownika szkoły pana Sobkowiaka, do zabiegania o remont szkoły. Przebudowę i modernizację rozpoczęto w 1971 r. W trzecim budynku dobudowano piętro, w drugim zaś adaptowano strych na sale lekcyjne, dobudowano łącznik miedzy drugim a trzecim budynkiem. Wybudowano salę gimnastyczną i stołówkę z pomieszczeniami dla kuchni. Do wszystkich izb lekcyjnych doprowadzono wodę bieżącą, założono centralne ogrzewanie i wykonano w szkole nowe sanitariaty.

W styczniu 1974 r. po 16 latach kierowania szkołą, z powodu choroby odszedł ze stanowiska kierownika szkoły Mieczysław Sobkowiak, a na jego miejsce został powołany pan Bronisław Nowacki, który doprowadził remont szkoły do końca.

Dzieki staraniom nowego dyrektora szkoły, wyposażono stołówkę z której korzystało 2/3 uczniów i personelu pedagogicznego. Uruchomiono świetlicę szkolną. Do szkoły zaczęły spływać nowe pomoce naukowe, meble i sprzęt. W lutym 1976 r. rozpoczęto naukę w odnowionym budynku szkolnym, zas pieczę nad szkołą objęła pani Helena Mazur. Wraz z reformą oświaty wprowadzono naukę w pracowniach przedmiotowych. Zorganizowano dwie pracownie techniki, gabinet matematyczny, polonistyczny, biologiczny i fizyko – chemiczny oraz dwa gabinety nauczania początkowego.

Sala gimnastyczna stała się najlepiej wyposażonym pomieszczeniem dydaktycznym nawet na terenie gminy. Do szkoły przeniesiono również oddział przedszkolny z budynku po Gromadzkiej Radzie Narodowej. Ukierunkowano pracę wychowawczą, unowocześniono metody pracy zwłaszcza lekcji wychowawczych, wprowadzono symbolikę szkolną, zadbano o estetyczny wygląd sal lekcyjnych i korytarzy. Polepszenia warunków nauczania, miało pozytywny wpływ na wyniki nauczania. Uczniowie zaczęli zdobywać znaczace miejsca na konkursach i olimpiadach przedmiotowych.

W 1980 r. stanowisko dyrektora szkoły powierzono pani Bronisławie Gaździe, zespół nauczycielski liczył już wtedy 14 osób. W dalszym ciągu działały różne organizacje i koła pozalekcyjne. Wtedy to utwardzono podwórko szkolne, wybudowano boksy na opał i wreszcie zorganizowano kubły na śmieci.

Wieloletnia praca nauczycieli, kierowników i dyrektorów, uczniów i rodziców sprawiła, że podjęto intensywne starania nad wyborem patrona szkoły i temu podporządkowana była praca dydaktyczno – wychowawcza w latach 1982/83. Pani dyrektor uzyskała akceptacje władz nadrzędnych w sprawie imienia szkoły i zdobyła środki na wykonanie sztandaru.

Dnia 12 października1983 r. odbyła się wielka uroczystość, szkoła otrzymała imię generała Władysława Sikorskiego. Wręczono sztandar i odsłonięto tablice pamiątkową. W szkole gościli przedstawiciele oświaty z Gminy i Województwa, poczty sztandarowe okolicznych szkół i zakładów pracy. Obecni byli kombatanci i przedstawiciele LWP, a całości przygrywała orkiestra kolejowa. Młodzież pod kierunkiem nauczycieli przygotowała ciekawy program artystyczny.

W 1984 r. dyrektorem szkoły mianowana została pani Helena Romano. W dniu 18 marca 1986 r. świętowano Jubileusz 40 lecia szkoły w Kostrzycy. Na uroczystości obecni byli przedstawiciele zakładu opiekuńczego, sąsiednie szkoły, władze gminne, kombatanci, rodzice, emerytowani nauczyciele. W następnym roku Komitet Rodzicielski wykonał w czynie społecznym szatnię szkolną dla uczniów.

Kolejnymi dyrektorami szkoły byli: Stanisław stanisławiszyn, Ewa Kurylczyk nastepnie Mieczysław Maciejczak. Pierwszym dyrektorem z konkursu w 1991 r. została pani Lucyna Bieniek, która organizowała później 50 lecie szkoły. Do szkoły ponownie powróciła nauka religii, która poprowadził ksiądz proboszcz z Bukowca Krystian Jurczyk. W szkole podjęto nadobowiązkowo naukę jęcyka niemieckiego dla chętnych uczniów.

W ciągu 50 lat pracy szkoły, 8 nauczycieli i jeden ksiądz odeszło już na zawsze. W minionym okresie 1945 – 1996 w szkole pracowało 105 nauczycieli w tym w 1946 r. – 1, 1949 – 2, 1952 – 2, 1954 – 4, 1957 – 5, 1971 – 10, 1978 – 15, 1995 – 20. W omawianych latach szkołę opuściło 938 absolwentów tj. uczniowie klasy VII i VIII.

A oto jak zmieniała się liczba uczniów w poszczególnych latach:

1946 r. – 19 ucz, 1947 r. – 53, 1949 r. – 80, 1954 r. – 101, 1956 r. – 143, 1959 r. – 208, 1966 r. – 248, 1970 r. – 245, 1980 r. – 216, 1990 r. – 181, 1995 r. – 184 uczniów.

W 2000 r. w oświacie wprowadzono kolejną reformę w wyniku której powstały 6 – letnie szkoły podstawowe i 3 letnie gimnazja. W Kostrzycy pozostała tylko 6 – letnia szkoła podstawowa, zas gimnazjum znajduje się w Mysłakowicach dokąd mlodzież jest w każdy dzień dowożona specjalnym gimbusem a ostatnio autobusem linii nr. 3 która została przedłużona aż do Bukowca z Jeleniej Góry. Autobus ten po drodze podjeżdża pod gimnazjum w Mysłakowicach.

 

Tyle lat już minęło, od tamtych pierwszych chwil.

Gdy podwoje tej szkoły, otworzyły nam drzwi.

Zaczęła się nauka, przez wiele długich lat.

Opuszczały mury tej szkoły, naszej młodzieży kwiat.

Kochamy naszą niedużą szkołę, wspomnienia z tamtych dni.

Gdy były smutne dni i wesołe, a każdy z chęcią otwierał jej drzwi.

Dziś świętujemy w naszej szkole, dziś nasza szkoła święto ma.

A jakie święto dziś mamy? Dziś szkoła ma 50 lat.

 

Nazwy miejscowości na przestrzeni wieków: 1403r.- Twirl, 1491r.- Quirl, 1677r. – Qirdel, 1687r. – Quierl, 1786r. – Quirl, 1945r. – Gniewków, 1946r. – Kostrzyca.

A oto jak zmieniała się ludność Kostrzycy na przestrzeni ostatnich 225 lat.

1786r. - 621 osób, 1816r. - 440 osób, 1821r. - 574 osób, 1840r. - 673 osoby, 1860r. - 754 osób, 1871r. - 878 osób, 1885r. - 872 osoby, 1905r. - 1044 osoby, 1921r. - 1036 osób, 1925r. - 983 osoby, 1941r. - 1019 osób, 1945r. - 1043 osoby, 1970r. - 1005 osób, 1978r. - 1098 osób, 1988r. - 1098 osób, 2000r. - 847 .

 

 

Wojanów jest to stara wieś leżąca na prawym brzegu Bobru, ciągnąca się na długości około 2 km na wysokości 350 – 360 m n.p.m. Była to wioska rolnicza bo jeszcze w 1978 r. było tu bardzo dużo gospodarstw rolnych i duży PGR, ale już 10 lat później ilość gospodarstw spadła 4 razy. Wojanów jednak nadal był siedzibą PPH ( Państwowego Przedsiębiorstwa Hodowlanego), które posiadało nie tylko grunty i fermy, ale prowadziło też gospodarstwo rybackie na okolicznych stawach. Przemysł reprezentują Zielonogórskie Zakłady eksploatacji Kruszywa i niewielki zakład drzewny.

Większość mieszkańców utrzymuje się z pracy w przemyśle i handlu w pobliskich miejscowościach. Wieś połączona jest autobusem MZK nr 11 i linią kolejową z 1867 roku z Jelenią Górą. Pomiędzy Wojanowem a Trzcińskiem znajduje się tunel jednokomorowy o dwóch torowiskach, wyłożono go kamieniem o dużej twardości. Tunel o długości 295 m oddano do użytku w 1866 roku. W 1997 r. powstała tu pierwsza w Sudetach ferma hodowlana strusi, jednak ostre warunki klimatyczne naszego terenu i choroby szybko doprowadziły do jej likwidacji. We wsi znajduje się kościół katolicki ale bez plebanii ( jest to filia parafii z Dąbrowicy), oraz sklep, nie ma tu jednak szkoły i poczty. Dzieci uczęszczają do szkoły do pobliskiej Łomnicy. Wojanów tak przed wojną jak i po 1945 r. przez wiele lat był połączony z Bobrowem. Kilka lat temu mieszkańcy w zorganizowanym referendum wypowiedzieli się za rozłączeniem wiosek, stając się samodzielnymi miejscowościami z własnym sołtysem.

Wojanów należy do najstarszych miejscowości w Gminie Mysłakowice i Kotlinie Jeleniogórskiej. Powstał w II połowie XIII wieku, wtedy to w 1299 r.jego właścicielem został Siegfrid Zedlitz von Schildow. W 1361 r.wójtem Jeleniej Góry został Hans, który pochodził z Wojanowa. W okresie wojen husyckich wieś nadal należała do Zedlitzów i została częściowo zniszczona. W 1448 r. wioska należała do Dietricha von Runge, później jednak wróciła do poprzednich właścicieli. W 1486 r. Wojanów kupił hrabia von Schaffgotsch z Chojnika, a w latach 1548- 1553 właścicielem został inny Schaffgotsch Johann od którego wieś odkupił ponownie hrabia von Zedlitz. W 1521 r. prawdopodobnie powstała tu parafia ewangelicka. W 1603 r. Nicolaus von Zedlitz wybudował we wsi okazałą renesansową rezydencję, którą zniszczono w 1642 r. a odbudował ją Christoph von Zedlitz. W 1655 r. jezuici z Jeleniej Góry kupili folwark w Wojanowie.

W XVIII wieku Wojanów był już dużą wsią, tak że w 1726 r. płacono z niej 1.243 talary podatku. W 1701 r. wioskę kupił hrabia von Garwath, zaś jego syn sprzedał ją w 1723 r. hrabiemu Zedlitzowi, który w 1752 r. za 59.000 talarów sprzedał hrabiemu Sigmundowi von Frankenberg. Z kolei Klara von Frankenberg ( z domu hrabina von Matuschka), odsprzedała go już za 3 lata tj. w 1755 r. Danielowi von Buchsowi. Był to bogaty kupiec jeleniogórski, który pełniąc różne funkcje i misje na dworze cesarskim w Wiedniu, został nobilitowany. Kupiec ten nabył wcześniej Łomnicę a później Bobrów, stając się jednym z większych właścicieli ziemskich w tej okolicy. W 1765 r. wartość jego majątku tylko w Wojanowie szacowano na 16.676 talarów i mieszkało tu 11 kmieci, 26 zagrodników, 21 chałupników w tym 8 rzemieślników.

W 1786 r. w Wojanowie był kościół katolicki z plebanią, 2 szkoły ( katolicka i ewangelicka), dwór oraz 2 folwarki, a mieszkało tu 12 kmieci, 50 zagrodników i 9 chałupników. W 1817 r. Wojanów kupił podporucznik Karl Sigismund von Rothkirch, był to tajny radca królewski który założył tu rodową siedzibę. Jednak już w latach dwudziestych próbował on ponownie sprzedać posiadłość, proponując kupno księżniczce Luizie von Radziwiłł, żonie Antoniego księcia von Radziwiłł. Luiza z Ciszycy tak pisała w liście do następcy tronu Fryderyka Wilhelma, późniejszego króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III ...Doradzono mi również posiadłość, gdzie znajduje się przepiękny, stary pałac -Wojanów,

nie widziałam go jeszcze z bliska, z dala wygląda malowniczo, ma jednak zadziwiająco wąskie okna... Nie doszło jednak do zakupu Wojanowa, bo książę Radziwiłł, pochodzący z najstarszego, litewskiego rodu książęcego posiadającego bogate posiadłości na Litwie, w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Poznańskim, rozbudował dla siebie i swojej rodziny, pałac w Ciszycy koło Kowar.

W 1825 r. wieś liczyła 72 budynki w tym pałac, 2 folwarki, kościół katolicki, 2 szkoły z nauczycielem, Po śmierci Karla von Rothkircha, majątek i pałac nabył radca sądowy króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, Karl Albrecht Ike, wywodzący się z Kurlandii i nobilitowany w Polsce. Po 1832 r. Ike dokonał gruntownej przebudowy pałacu. A oto co pisał o Wojanowie minister von Rother do króla Fryderyka Wilhelma III, ... Pałac prezentuje się wyjątkowo poprzez gustowny wygląd w stylu średniowiecznych zamków z blankami. Wzniesiony na planie czworoboku z wysuniętymi na narożnikach okrągłymi wieżami, z ryzalitem od strony fasady pełniącym rolę westybulu (przedsionek, przedpokój) i klatki schodowej, posiada bardzo wygodny i przyjemny rozkład pomieszczeń. Pałac jest w doskonałym stanie...

Z powodu sytuacji rodzinnej Ike zmuszony został, przenieść się do leżących w Królestwie Polskim dóbr Duninów koło Płocka, a Wojanów wraz z całym wyposażeniem sprzedał królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi III, który miał już w posiadaniu Mysłakowice. W pobliskich Karpnikach mieszkał jego brat książę Wilhelm. Bardzo rodzinnie usposobiony król, który lubił mieć swoją rodzinę w pobliżu, przeznaczył Wojanów dla swojej córki Luizy, zamężnej za Fryderykiem Niderlandzkim. Umowa kupna uregulowana przez pruski Handel Morski na rachunek królewskiej szkatuły została od razu wystawiona na królewską córkę. Wojanów znajdował się w posiadaniu rodziny panującej aż do 1908 roku, do czasu gdy sprzedała go ostatnia dziedziczka Wojanowa, Marie zu Wied, z domu księżniczka Niderlandzka. Wojanów, podobnie jak Karpniki i Mysłakowice, został przebudowany w stylu neogotyckim. Przypisywane również Augustowi Stulerowi 1839/1840 przedsięwzięcia w zakresie przebudowy pałacu utrzymały jednak pochodzący jeszcze z okresu renesansowej fazy początkowej zwarty czworokątny blok przypominający warowny zamek z charakterystycznymi okrągłymi wieżami.

Do osobliwości Wojanowa należą poza tym dwie eleganckie oranżerie znajdujące się po obu stronach pałacu, na przedłużeniu fasady zwróconej w kierunku Bobru. Dostępne bezpośrednio z pomieszczeń pałacowych salony ogrodowe oferowały w czasie długich miesięcy zimowych, atmosferę ciepłego południa.

Również Józefowi Lennemu zlecono zgodnie z postanowieniem wielmożnej właścicielki, przekształcenie terenów leżących pomiędzy Bobrem i pałacem – uwzględniając oczywiście w perspektywie leżące po drugiej stronie Bobru tereny Łomnicy – w park krajobrazowy. Rozrastający się park u sąsiada zasłaniał wspaniałe widoki na okolicę, o czym czytamy ... Wcześniej z balkonu wychodzącego z sali leżącej na bel-etage od strony Bobru rozkoszowano się wspaniałym widokiem na Śnieżkę i graniczące z nią góry. Z chwilą kiedy znajdujące się w łomnickim parku drzewa osiągnęły ogromną wysokość, zakryły cudowny widok i dziś można tylko z platformy dachu na wieży zegarowej podziwiać widok na leżącą w pobliżu Kotlinę Jeleniogórską.

Sam park dzieli się na wykwintnie opracowany mały plac z sadzawką, rozciągający się aż po Bóbr i właściwy park krajobrazowy który prowadzi w górę rzeki. Prowadzone z wielkim rozmachem drogi otwierały z porośniętego drzewami parku w chwili jego zakładania wspaniały widok na Śnieżkę, a po drugiej stronie wielkiego zakola rzeki na Góry Sokole i Bobrów. Pomimo obecnie coraz większego zaniedbania i grożącej utraty istotnych elementów

parku takich jak ścieżki, mury ogrodowe, fontanny i oranżerie zachowane elementy parkowej struktury świadczą jednak o prostocie idyllicznego parku Lennego. W ten sposób Wojanów dołączył do założeń pałacowo-parkowych dworu pruskiego, obejmujących już Mysłakowice i Karpniki. Utworzyły one ciąg kilkunastokilometrowej długości obszaru romantycznego krajobrazu.

W 1840 r. Wojanów liczył 70 budynków i 2 gospody, a wśród mieszkańców było 11 rzemieślników. W 1870 r. majątek króla niderlandzkiego obejmował 1.228 morgów gruntu i przynosił 1.543 talary rocznego dochodu. W Wojanowie mieszkał tylko dzierżawca, niejaki Semmler, radca szkolny z Berlina.

W II połowie XIX wieku Wojanów był już popularną miejscowością turystyczną. Goście przybywali licznie podziwiać pałac i park, a wycieczki te łączono ze zwiedzaniem sąsiednich pałaców w Łomnicy i Bobrowie. Wojanów stał się dogodnym punktem wyjścia w Góry Sokole. Bardzo zachwalano panoramę Karkonoszy, szczególnie ze stacji kolejowej. Widok obejmuje na pierwszym planie Góry Sokole, dalej grzbiet Rudaw Janowickich wreszcie cały grzbiet Karkonoszy. Wcześniej jednak , pomiędzy koleją a wsią na górce zwanej Eis Berg, zbudowano modną, romantyczną, sztuczną ruinę, zwaną Belwederem.

W 1890 r. właścicielką wsi była księżna von Wied-Neuwied , w jej posiadaniu pozostała do 1908 roku, kiedy to majątek przeszedł w ręce rotmistrza Karla Kriega. Ostatnim właścicielem Wojanowa w latach 1920- 1945 był dr Kurt Effenberg z Wrocławia. W okresie międzywojennym we wsi były 2 gospody, które miały 20 miejsc noclegowych i karczma sądowa. Wieś uchodziła za bardzo malowniczą i przytulną, ale ze względu na położenie na płaskim terenie nie miała szans przekształcić się w modne letnisko. W czasie II wojny światowej był tu obóz pracy dla robotników przymusowych. Przebywało w nim około 200 Polaków, Francuzów, Luksemburczyków i Rosjan zatrudnionych w fabryce papieru w Dąbrowicy i gospodarstwie rolnym pałacu. Zamek przetrwał wojnę w stanie nienaruszonym, ale później został splądrowany. Następnie był wykorzystany jako budynek administracyjny dla PGR-u, służył też jako dom kolonijny dla dzieci, następnie przeszedł w ręce PAWR ( Państwowej Agencji Własności Rolnej ) Skarbu Państwa, gdzie w 1995 r. już mocno zdewastowany został sprzedany polsko-włoskiej spółce która zrobiła daleko idący remont. Niestety pod koniec dobrze zapowiadającego się remontu w 2002 roku został częściowo spalony po uderzeniu pioruna.

Obok pałacu znajdują się pozostałości rozległego, ale już zdziczałego parku o powierzchni 14 ha z wieloma okazami starych drzew częściowo o pomnikowym charakterze. Rosną tu lipa drobnolistna, dąb szypułkowy, dąb czerwony, buk zwyczajny, jesion wyniosły, olsza czarna, kasztanowiec, klon, sosna wejmutka oraz zwyczajna.

 

14-12-2022 admin

Dodaj komentarz

Śledź nas

O nas

Myslakowice.com to niezależny, prywatny portal internetowy poświęcony tematyce Mysłakowic i Dolnego Śląska. Na stronach naszego portalu można znaleźć również informacje o zasięgu krajowym i światowym.

Wszystkie materiały, fotografie i grafiki są chronione na mocy prawa autorskiego i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Przy cytowaniu na innych stronach www należy dodać aktywny odnośnik do strony myslakowice.com

Newletter

Ostatnie komentarze