AKTUALNOŚCI
ARTYKUŁY
OGŁOSZENIA
WIADOMOŚCI
FORUM
PRZEPISY KULINARNE
GALERIA
Dąbrowica - to mała osada położona u stóp Kozińca

Dąbrowica - to mała osada położona u stóp Kozińca

Od miasta oddziela ją rzeka Bóbr i płyta lotniska. Wieś leży na wysokości od 340 – 370 m n.p.m., znajduje się tu tylko 118 ha użytków rolnych i 53 ha lasów. W 1988 roku było tu zaledwie jedno gospodarstwo rolne, pozostały areał należał do PGR-u. Ludność utrzymuje się z pracy w miejscowej fabryce papieru lub w zakładach w Jeleniej Górze. We wsi nie ma szkoły i poczty, jest natomiast znane w okolicy Sanktuarium Maryjne. Aby dostać się do miasta należy obejść fabrykę, przejść przez kładkę na Bobrze i dojść na Osiedle Łomnickie, skąd kursują autobusy MZK nr 3 i 11.



Dąbrowica należy do młodszych wsi w Gminie Mysłakowice, a jej początek sięga XVI wieku. Pierwsza wzmianka o osadzie pochodzi z 1521 roku. W późniejszym czasie powstał tu dwór i folwark którego w 1680 roku właścicielem był Gotffried von Tielsch. Kolejnymi właścicielami wioski byli Georg von Seydlitz w latach 1699 – 1702, Georg Mentzel von Pohl w latach 1710 – 1726 wtedy to ze wsi płacono zaledwie 290 talarów podatku. W 1730 roku właścicielem został F. von Karwath a w 1733 roku von Canarthen, a po nim w latach 1747 – 1750 Klara von Frankenberg, następnie od 1750r. przynależy do Daniela von Busch. W 1765 r. wartość posiadłości szacowano na 8.833 talary a mieszkało tu 17 chałupników i 19 wolnych ludzi, wśród których było 7 rzemieślników.

Na początku XIX wieku Dąbrowica była już sporą osadą w której była znana gospoda Schotera z Rohlitz. W 1817 r. cały majątek kupił hrabia Karl Heinrich von Rotkrich. W 1825 r. we wsi był tartak i młyn wodny. W 1837 r. powstała tu druga na Śląsku papiernia mechaniczna, co przyczyniło się zapewne do szybkiego rozwoju osady. W 1840 r. wieś należała do porucznika von Rohan, który kupił ją za 30.000 talarów. We wsi znajdowało się wówczas 40 domów, szkoła ewangel. z nauczycielem, folwark z 500 owcami i dwa szynki.

Wśród mieszkańców było 2 handlarzy i 4 rzemieślników, a właścicielem fabryki był jeleniogórski kupiec E. Kiessling. Kolejny właściciel unowocześnił i rozwinął fabrykę. W Dąbrowicy był też majątek ziemski w którym w II połowie XIX wieku zbudowano pałac i zabudowania gospodarcze. W 1867 r. przez wioskę poprowadzono linię kolejową do Jeleniej Góry, jednak stacja kolejowa powstała dopiero w Wojanowie, jako przystanek dla dwóch wsi. Od 1859 r. właścicielem majątku i papierni został tajny wyższy drukarz dworski w Berlinie von Decker.

W 1870 r. majątek obejmował 1764 morgi ziemi i przynosił 1.017 talarów zysku rocznie. Do tej rodziny wieś i fabryka należały do 1945 roku. Fabryka produkowała specjalne papiery do wytwarzania papierów wartościowych w Berlinie. We wsi była znana gospoda Pelikan oraz znajdowała się stara karczma. W następnych latach atrakcją wsi stał się nowy kościół z dużą kryptą grobową dla rodziny Deckerów, zbudowany na przełomie wieków XIX/XX. W czasie II wojny światowej w papierni produkowano prawdopodobnie papier na fałszywe dolary i funty, które zrzucano później nad Anglią, aby zdezorganizować zachodni rynek walutowy.

Po wojnie i wyjeździe Niemców, we wsi prawie zamarło rolnictwo. Nowi mieszkańcy pracowali w okolicznych fabrykach. Obecny pałac pochodzi z połowy XIX wieku. Była to 3-kondygnacyjna budowla z wysoką kwadratową wieżą. Całość nosi cechy architektury neogotyckiej. Od strony południowej na wysokości I piętra był duży taras. Za pałacem ciągną się rozległe murowane zabudowania gospodarcze stodoły i stajnie oraz oficyny mieszkalne. Przed pałacem są pozostałości parku krajobrazowego o powierzchni 3,4 ha założonego pod koniec XIX wieku. Obecnie ruina pałacu jest prywatną własnością i w miarę posiadanych środków remont postępuje, lecz do końca budowy potrzeba dużo czasu i pieniędzy. Być może po zakończeniu remontu będzie tu mieszkanie wielopokojowe dla dużej rodziny.

 

Kościół Matki Boskiej Częstochowskiej zbudowany został w latach 1890-1900 i jest najmłodszym kościołem w Gminie Mysłakowice. Powstał jako kościół ewangelicki którego fundatorem była rodzina von Deckerów. Najbliższy kościół ewangelicki był w Łomnicy, a katolicki w Wojanowie. Po II wojnie światowej kościół był nieużytkowany i jako taki pozostał bez opieki, dlatego został okradziony i zdewastowany. Dopiero od 1962 roku rozpoczęto gruntowny remont i przebudowę.

Kościół ewangelicki był darem dla dąbrowickich ewangelików, danym im przez Richarda von Deckera i jego żone Laurę. Powstał także dzięki staraniom dyrektora fabryki papieru Ottona Kriega. Został zaprojektowany przez wrocławskiego architekta Richarda Pluddemannai zbudowany bardzo szybko w 1899 r. W 1900 r. świątynie wyposażono i poświęcono. Kościół posiadał 250 miejsc siedzących i został wzniesiony z czerwonego polnego kamienia, jako budowla romantyczno – gotycka.

Świątynia o charakterze kościoła górskiego zaprojektowana została jako salowa, z jedną nawą boczną. W skraje tej nawy projektant włączył dwie kruchty, a nad wschodnią nadbudował wieżę. Pomiedzy wieżą a prezbiterium Pluddemann zaprojektował małą zakrystię, bryłę kościoła oszczednie rozczłonkował, ożywił wysoką wieżą oraz nakrył wysokim dachem. Wystrój elewacji wykonano z kamienia polnego oraz gładkich obramień kamiennych.

Wystrój wnętrza świątyni utrzymano w prostocie. W wyposażeniu świątyni znalazły się: ambona, chrzcielnica oraz ołtarz główny z obrazem przedstawiającym walkę Jakuba z aniołem. Obraz był darem i dziełem drezdeńskiego malarza prof. Paula Kreslinga. W 1922 r. na wieży zawieszono dwa dzwony. Po zbudowaniu kościola, zbudowano dwie bramy filarowe przy drogach prowadzących na cmentarz, od północy i południa. W roku 1910 na wschod od kościoła zbudowano schody, prowadzace na szczyt wzniesienia. Na górze prawdopodobnie umieszczono krzyż lub figurę jelenia św. Huberta. Być może że tam również urządzono platformę widokową.

Cmentarz rodziny von Decker został założony około 1877 r. na górnym tarasie, powyzej cmentarza gminy ewangelickiej. Przy dwóch skrajach tarasu, północnym i południowym wzniesiono symetrycznie dwa budynki; mauzoleum rodowe oraz kostnicę. W którym w 1877 r. pochowano Rudolfa von Deckera, właściciela Dąbrowicy i fabryki papieru. Mauzoleum zostało wzbogacono kamieniarką i kuta kratą o wysokim poziomie artystycznym. Do budowy obiektu użyto również szlachetnych materiałów. Na początku XX wieku, obok mauzoleum zbudowano rodzinny grobowiec, jako mały rodowy cmentarz, otoczony kamiennym ażurowym ogrodzeniem z granitu

Cmentarz gminy ewangelickiej założono na przełomie lat 60/70 XIX wieku. Od północy i zachodu cmentarz ogrodzono kamiennym murem, poprowadzono lipową aleję prowadzącą do kaplicy cmentarnej. Wielki zmiany na cmentarzu i jego otoczeniu zaszły po 1945 r. gdy kościół stał się ośrodkiem pielgrzymkowym związanym z kultem maryjnym.

 

Wnętrze kościoła jest bardzo ciekawe. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej. Wokół niego wiszą liczne wota. Ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz nadał dąbrowickiemu Sanktuarium miano Matki Boskiej Jasnogórskiej Uzdrowienia Chorych. Kościół stanowi element rozległego założenia pielgrzymkowego, zajmującego

grzbiet wzniesienia, porośniętego lasem. Do kościoła dobudowano taras i prowadzące do niego schody. Taras oparto na filarach południowej bramy cmentarnej. Po 1999 r. na tarasie umieszczono figury przedstawiające świętych oraz papieza Jana Pawła II. Mauzoleum Deckerów przekształcono najpierw na kaplicę Maksymiliana Kolbego, a następnie w 1977 r. na kaplicę pod wezwaniem Jasnogórskiej Pani, a krzyż nagrobny przeniesiono do kościoła.

W obręb nowego sanktuarium maryjnego włączono także dawny cmentarz gminy ewangelickiej, który odpowiednio powiekszono. W otoczeniu cmentarza powstały nowe kaplice. Zlikwidowano południową bramę cmentarną i wprowadzono nowe i jednolite ogrodzenie z wykorzystaniem starych betonowych słupów z 1910 roku. Na bazie grobowca, zbudowano kaplicę Jana Pawła II, na miejscu pomnika z I wojny światowej zbudowano kaplicę św. Faustyny, na bazie grobowca Agnes Krieg zbudowano kaplicę Zwiastowania. Wokół kościoła obecnie znajdują się kaplice i groty, zaś za kościołem stoi kaplica do której prowadzą kamienne schody. W celu szerzenia kultu Matki Boskiej wokół kościoła powstały następujące kaplice: 1966 r. – Grota Lourdes, 1967 r. – M.B. Wędrownej i kapl. Św. Maksymiliana Kolbego, 1987 r. – kapl. Zwiastowania, Św. Stanisława Kostki i Grota Fatimska. Kolejne wznoszone kaplice mają obrazować troski i radości Matki Boskiej. Sanktuarium ma coraz większą popularność i przyciąga coraz więcej pielgrzymów i turystów, szczególnie w odpust przypadający w I niedzielę po 26 sierpnia.

 

Dąbrowicki pałac powstał przez rozbudowę starszego pałacu. Przebudowy dokonano przez dobudowanie do dworu dwa boczne człony tej samej wysokości. Wnętrze przebudowano dodając środkowy korytarz. Nowy pałac otrzymał rzut na planie wydłużonego prostokąta. Wnętrza reprezentacyjne i mieszkalne umieszczono na I piętrze. Budynek odwrócono od majdanu gospodarczego. Nowy front pałacu ożywiono ryzalitami zwieńczonymi blankami. Fasada pałacu została podwyższona w stosunku do elewacji bocznych aby zakryć od frontu stary wysoki dach.

Pałac otrzymał historyczny, neogotycki wygląd, podobnie jak pałac w Wojanowie. Kolejnej przebudowy dokonano w latach 1859 – 1862 już z inicjatywy von Deckerów. W trakcie tej modernizacji na nowo ukształtowano klatkę schodową i przekształcono bryłę budynku. W centrum utworzono wielką i przestronną sień połączoną ze schodami na piętro. Pałac pokryto nowym czterospadowym dachem, przebudowano elewację frontową, podwyższono zachodni ryzalit wieżowy likwidując równocześnie wschodni. Z przodu utworzono nowy neogotycki portyk z tarasem na poziomie piętra. Nad tarasem wykonano ładną markizę. Na wieży umieszczono tarcze herbowe Deckerów.

Wydaje się że tą drugą modernizacje wykonano na wzór pałacu królewskiego w pobliskich Mysłakowicach, co mogło być uzasadnione związkami Deckerów z domem panujacym, i ich chęcią posiadania modnej rezydencji. Tak powstała stylistycznie modna, druga po pałacu w Zwierzyńcu, śląska rezydencja Deckerów, użytkowana zapewne okresowo, położona blisko letnich pałaców rodziny królewskiej oraz papierni.

 

Niewielki park przypałacowy założono dopiero w 3 ćwierci XIX wieku.Przy bocznej, zachodniej i częściowo frontowej elewacji pałacu założono wąski taras z narożną eksedrą. Na południe od frontu pałacu ukształtowano polanę, a jeszcze nizej staw o malowniczej linii brzegowej. Drogę dojazdowa poprowadzono łukiem i połaczono z dwiema bramami. Na terenie parku zapewne były wytyczone ścieżki, a drzewostan i aleje wykonano z drzew i krzewów rodzimych liściastych i iglastych już zaklimatyzowanych na naszym terenie z przewaga dębów, klonów oraz lip. W celu większego odizolowania parku i pałacu, od folwarku zamknięto murem jego południowy narożnik oraz posadzono szpaler z kasztanowców. Dwie bramy filarowe z bocznymi furtami, powstały pod koniec XIX wieku. Wykonano je z czerwonego piaskowca, podobnie jak bramy cmentarza. W bramy i furty wprawiono metalowe, ażurowe wrota. W pobliżu oficyny pałacowej zbudowano, ceglaną bramę filarową, prowadzącą z folwarku do parku. W 1837 r park zajmował 1,4 ha. pow.

 

Folwarczne zabudowania zmodernizowano i rozbudowano przed 1825 r. oraz kilkakrotnie później je przebudowywano dla nowych potrzeb i innych funkcji.

We wsi jest kilka zabytkowych murowanych domów z końca XIX wieku do których zaliczyć należy też dawne przedszkole i szkołę, obecnie domy mieszkalne. Wieś została zelektryfikowana na poczatku XX wieku, z tego czasu pochodzi również stacja trafo.

 

Miejsce szczególnej czci. Nowiny Jeleniogórskie 1990 r.

Dookoła świerki, buki, klony i dęby. Ze wzniesienia na którym stoi kościół – Sanktuarium Maryjne w Dąbrowicy, widać przepiękną panoramę Karkonoszy. W dole, u podnóża – wioska. W średniowieczu, jak podają źródła historyczne, na tym skalistym szczycie zbudowano prawdopodobnie zamek myśliwski, należący do księcia piastowskiego Bolesława Wysokiego. Nowy kościół poświęcono w 1900 r. Pierwsi Polacy przybyli po wojnie i w 1947 r. na Wielkanoc, jeden z ojców pijarów z Cieplic poświęcił kościół dla kultu katolickiego.

Częstochowska Pani, nosząca tytuł Uzdrowienia Chorych, pociesza strapionych, wzmacnia upadających na duchu, podaje rękę. W księdze próśb i podziękowań nie brakuje tych o powołanie, za niewierzących w rodzinie, za pijących, żyjących w nieładzie.

Tylko konfesjonał wie, dodaje ksiądz – ile tajemnic nawróceń dokonało się w tym kościele. Nawrócenie to dzieło łaski bożej, a nie przekonywania, każdą jednak łaskę można jednak wypraszać, wymodlić. Najświętsza Pani daje sobie radę z naszymi sprawami, z którymi do niej przychodzimy, jej wstawiennictwo u Boga jest jedyne w swoim rodzaju, gdyż matce syn niechętnie odmawia pomocy.

Na pierwszej uroczystości w 1963 r. związanej z przyjęciem obrazu wędrującego przez podkarkonoskie wioski i miasta, przybyło 10.000 wiernych. Wizerunek Madonny intronizował ks. bp. P. Latusek, ten sam którego urzekło to miejsce podczas wizytacji na początku lat 60 tych. Stojąc na skalistym wzgórzu, zachęcał ówczesnego proboszcza, aby nie szczędził sił na uporządkowanie terenu, pod budowę kaplic.

Pamiętam jak posyłając mnie do Dąbrowicy – powiedział ks. Stanisławowi „Pójdziesz tam i zobaczysz, że będzie to kiedyś miejsce szczególnej czci Matki Bożej”. To on pierwszy przewidział. I ten czas już nastał. Ludzie powinni zobaczyć swoje życie jako wynik zwalczania trudności życiowychi cieszenia się z ich pokonywania. Są to fragmenty art.

 

U Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych.

Artykuł ten ukazał się w Nowinach Jeleniogórskich w 1995 r.

Neogotycki kościółek pod wezwaniem Matki Bożej Jasnogórskiej, w Dąbrowicy, któremu kardynał Gulbinowicz w 1988 r. przydał jeszcze człon, Uzdrowienia Chorych, został wzniesiony w 1899 r. przez rodzinę Deckerów, właścicieli tutejszej papierni do 1945 r., pałacu i ziemi. Był kościołem ewangelickim, ale raz w miesiącu, proboszcz z Karpnik odprawiał w nim mszę świętą dla nielicznych miejscowych katolików. Przepiękny obiekt, licowany różowym kamieniem wybieranym z porośniętymi dębami wzgórza, na którym go postawiono, nie podzielił losu licznych opuszczonych świątyń ewangelickich na Dolnym Śląsku, w których zniszczono, lub rozszabrowano dzieła sztuki, które obróciły się w ruinę.

Kościółek dąbrowicki zrazu był filią jeleniogórskiej parafii Św. Krzyża. Słabo chroniony, nie oparł się pierwszej powojennej fali szabru i barbarzyństwa. Jeszcze w 1955 r. miejscowi wandale ściągnęli traktorem z postumentu statułę jelenia Św. Huberta, dzieło Tordwaldsena, rozbili i sprzedali na złom. Ocalał jedynie krzyz wieńczący poroże. Wandale odsiedzieli w więzieniu za swój czyn, ale wspaniałe dzieło sztuki zginęło bezpowrotnie. Zachowało się jednak wiele innych cennych obiektów sztuki, jak np. dzieło Lidtkego z 1890 r. , klasycystyczny Chrystus z białego kararyjskiego marmuru, na krzyżu z czarnego marmuru śląskiego i Anioł Pokoju tego samego autora.

Inne zaginione, jak np. okazały kandelabr z poroża jeleni z kaplicy grobowej Deckerów, wróciły na swoje miejsce, za sprawą poruszenia sumień parafian, kiedy to ksiądz Stanisław Pagieła – napisał tu w 1962 r. jako wikary, a od 1975 r. jako proboszcz – zarządził modły na intencję odzyskania parafialnego mienia.

Parafia obejmuje zasięgiem: Dąbrowicę, Wojanów, Bobrów i Osiedle Łomnickie – nieco ponad 1.600 dusz, ale sława kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Jasnogórskiej Uzdrowienia Chorych, sięgała znacznie dalej. Ksiądz Stanisław, góral ze Skoczowa, niezachwianie wierzy także w człowieka. Udziela posługi religijnej wszystkim potrzebującym i dzisiaj – bez nadmiernej, tak obecnie modnej, w kościele katolickim biurokracji. Za czasów komuny, pod dyskretną osłoną dębowego gaju, żenili się, chrzcili lub posyłali do I Komunii Św. swoje dzieci i modlili się: milicjanci, oficerowie LWP, pracownicy aparatu PZPR.

Wśród jeleniogórzan utrwaliła się wiara, że ślub zawarty w dąbrowickim kościółku, i pobłogosławiony przez księdza Stanisława, wróży długie, harmonijne i szczęśliwe pożycie małżeńskie. Modlitwa o zdrowie swoje lub swoich bliskich tutaj odprawiona – skuteczniejsza. Może to za sprawą szczególnego spokoju, jaki panuje na kościelnym wzgórzu, a może aury tego pięknego miejsca.

W 1980 r. w Dąbrowicy ozdrowiał ksiądz Ryszard Szkoła, wówczas wikary z Bogatyni, obecnie kustosz sanktuarium w Wambierzycach. Na onkologii w klinice wrocławskiej okazało się, że nowotwór jamy brzusznej jest tak zaawansowany, że na zabieg chirurgiczny jast już za późno. Ksiądz wrócił do swojej rodzinnej parafii w Dąbrowicy, bo tu mieszkają jego rodzice, tutaj odprawił swoją pierwszą mszę prymicyjną – aby umrzeć. Odprawił pasterkę 1980 r., sądząc że odprawia ostatnią mszę w swoim życiu.

Ksiądz Stanisław, odprawiał nowenny na intencje jego uzdrowienia. Nie zaniechał jednak starań o leczenie chorego i wykorzystał wszelki możliwości, którymi dysponuje medycyna. Chemioterapia zastosowana przez onkologów kliniki warszawskiej, okazała się skuteczna, bo rak ustąpił.

Od tego czasu, ksiądz Stanisław skrzętnie gromadzi w parafialnych annałach, listy z prośbami lub podziękowaniami za przywrócone zdrowie. Wizja utworzenia w Dąbrowicy miejsca kultu maryjnego urodziła się w 1963 r. podczas nawiedzenia kopii cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Decyzję o utworzeniu sanktuarium podjął biskup wrocławski Paweł Latusek podczas wizytacji parafii. Wydarzenie to upamiętnia i podkreśla ukończona i poświecona przez biskupa w 1967 r. Kaplica Matki Bożej Wędrownej. Kopia obrazu jasnogórskiego znalazła swoje miejsce w ołtarzu głównym kościoła, pod obrazem Chrystusa Dobrego Pasterza.

W chwilach szczególnie uroczystych w kościółku dąbrowickim przy dźwiekach hymnu jasnogórskiego, nastepuje odsłonięcie obrazu Jasnogórskiej Pani. Odpust w niedziele po 26 sierpnia jest najważniejszą uroczystością w parafii. Zjeżdżaja wówczas pielgrzymi z całego regionu. Tak było i w tym roku. Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 16 różańcem przed Kaplicą Matki Boskiej Fatimskiej. O godzinie 17, powitano uroczyście pielgrzymów, potem odprawiono Mszę Świętą koncelebrowaną przez duchowieństwo dekanatu jeleniogórskiego. Procesja z Najświętszym Sakramentem ruszyła do Góry Fatimskiej, Lurdzkiej a następnie Kaplicy Matki Bożej Wędrownej.

Ksiądz Stanisław Pagieła jest niestrudzonym budowniczym. Obok Kaplicy Matki boskiej Wędrownej na dąbrowickim wzgórzu stanęła Grota Lourdzka w 1966 r., poświęcona przez abp. Kominka dla upamiętnienia 1000 lecia Chrztu Polski. Ksiądz Stanisław żywi do Matki Boskiej z Lourdes szczególny sentyment. Jego parafianie pielgrzymujący do tego sanktuarium modlili się tam za powodzenie operacji zdjęcia katarakty, którą przeprowadzono ksiedzu w lecznicy wzroku w Szklarskiej Porębie. Zabieg powiódł się i ksiądx odzyskał wzrok.

W 1970 r. w dawnej kaplicy nagrobnej Deckerów ufundowano Kaplice Ojca Maksymiliana Kolbego, a w 1977 r. postawiono poświęconą przez biskupa Wicentego Urbana Kaplicę Miłosierdzia Bożego. Zbudowali ją pielgrzymi z Żar koło Żagania, regularnie przyjeżdżający do Dąbrowicy na Dni Skupienia Inteligencji Katolickiej. Dziełem ostatniego czasu jest Kaplica Św. Stanisława Kostki.

W pierwotnym zamyśle księdz Pagieła, widział na wzgórzu kościelnym ciąg 15 kaplic – stacji różańcowych i 14 kaplic drogi krzyżowej. Jednak kardynał Henryk Gulbinowicz zachęcił go do zmiany planów. W Dąbrowicy może być inaczej niż we wszystkich innych sanktuariach maryjnych. Stanie więc w przyszłości – jest to zadanie księdza, robota na pokolenia – 14 kaplic upamiętniających 7 radości i 7 boleści Matki Bożej.

Kanon 7 radości i 7 boleści różni się nieco od liturgicznych cząstek różańcowych ( 5 cząstek radosnych, 5 cząstek bolesnych, 5 chwalebnych ) i trudno go szukać w podręcznych katechizmach. Jego źródło tkwi bowiem, tak jak wiele apokryficznych opowieści, którymi obrósł Nowy Testament. W polskiej ludowej tradycji kultu maryjnego, w którym przeżycie religijne przejawia się raczej poprzez serdeczne wzruszenie, łzy i gorliwą modlitwę, a nie kontemplacje i wewnętrzne skupienie.

 

Opowieść kolędnicza księdza.

Artykuł ten ukazał się w Nowinach Jeleniogórskich w styczniu 2006 r.

Mam już ponad 70 lat i mówi, że nie potrzebuje rozgłosu. Parafia której służył przez ponad ćwierć wieku, to raptem dwie wsie, w sumie może ze 100 dymów. Zdarzenie które zaraz nam opowie , ma naturę na poły cudowną. Na poły albo całkowicie – zależy, kto i jak na nie spojrzy. Dla niego całkowicie... Od czasu, gdy się zdarzyło, minęło może 37 lat. Tego dokładnie nie pamięta... Pamięta natomiast, że tego dnia mocno wiało. Sypał śnieg, a zaspy siegały okien domów przytulonych do zbocza doliny...

Wieś nie była wtedy bogata, wspomina. Każdy gospodarz trzymał po dwie , trzy krowy, do tego kilka kur, świnia – żeby było mięso na Boże Narodzenie. Bieda. Nie to, co teraz.

Widzę jak dziś: drewniane stoły, poniemieckie szafy, uchylane lustra, za którymi gospodarze przechowywali przybory do golenia i kredensy załadowane wymalowanymi w kwiatki kubkami i nadtłuczonymi talerzami. Za kanapami, na których piętrami ułożone były poduszki, wisiały na ścianach kolorowe makatki. Jedne przedstawiały landszafty, inne scenki rodzajowe, a jeszcze inne chwaliły panią domu i przyrządzane przez nie przysmaki.

Dom do domu był podobny, a bieda od biedy nie różniła się prawie niczym. W oczy rzucało się więc coś innego – bogactwo dzieci. W podartych rajtuzach, z umorusanymi twarzami i krzywo podciętymi włosami. Rozbiegane, ale karne. Krzykliwe, ale nie tak dokuczliwe dla rodziców jak teraz.

To był początek stycznia. Jeden z ostatnich dni kolędowania. Obszedłem już mieszkańców jednej wsi i kończyłem pasterski obchód wsi sąsiedniej. Ciężko mi było, bo samochodów nikt wtedy nie miał i wszedzie musiałem chodzić. Wsie zaś obie długie i łańcuchowe, górskie. Na drogach ciemno, domy rozrzucone, zanim człowiekł przeszedł z jednego do drugiego, w dziurawych butach chlupała woda, a ręce były tak zimne, że aż pękały. Ostatniego dnia kolędowania jeden z gospodarzy wyjechał po mnie saniami. Owinięty w koc, boleśnie przemarznięty, jechałem od domu do domu.

Na plebanię odwiózł mnie przed godziną 21. Gospodyni już nie było, ale piece trzymały jeszcze ciepło. Rozpaliłem w nich ogień na nowo, zagrzałem sobie herbaty i usiadłem, aby przeliczyć wszystkie otrzymane od parafian pieniądze.

Od dawna wiedziałem , że nie zostawię z nich sobie ani złotówki. Mnie nie wiele było potrzeba. Ważniejszy był kościół – woda i wiatr jeszcze wiosną postrącały stare, poniemieckie rynny; rozkleiły się teraz drzwi do dzwonnicy. Pieniędzy w utrzymanie świątyni mógłbym zresztą włożyć wielokroć więcej niż to, co otrzymałem od parafian. Teraz to wydaje się może śmieszne, ale wtedy nie stać mnie było nawet na wymienienie w kościele wszystkich spalonych żarówek. Byłem więc zadowolony; przemarznięty i zmęczony, ale szczęśliwy: wierni odwiedzeni, pieniądze na kościół zebrane.

Wówczas usłyszałem głośne pukanie do drzwi. „O tej godzinie? W taki mróz!” – pomyślałem. Za drzwiami stała zielona z zimna kobieta i jej pijany mąż. Może nie całkiem pijany, ale jednak zdrowo podchmielony. Najpierw się zdenerwowałem, ale potem pomyślałem, że musiało stać się coś naprawdę ważnego, jeśli przyszli oboje bez względu na pogodę i stan tego mężczyzny. „Niech ksiądz ratuje naszą córkę” – zaczęła płakać kobieta. „Leży w szpitalu. Jest nieprzytomna, a lekarze nie chcą z nami nawet rozmawiać”.

Dziewczynka miała 8, a może 9 lat. Znałem ją z widzenia. Roześmiana, radosna; normalne dziecko. Dom miała ubogi i surowy. Ojciec pijak, matka zapracowana; kilkoro rodzeństwa.

Następnego dnia rano wziąłem wszystkie zgromadzone w czasie kolędy pieniądze, wsadziłem do koperty i pojechałem do szpitala w Jeleniej Górze. Ordynator nawet się nie wzbraniał. Wziął wypchaną kopertę i powiedział, żebym ja się nie martwił , a matka dziecka była spokojna.

Do odjazdu autobusu miałem ponad godzinę. Postanowiłem wejść do kościoła św. Anny. Ukląkłem w ławie i podziękowałem św. Antoniemu z podsunięcie mi pomysłu, jak ratować dziewczynkę. Przecież zdrowie tego dziecka dużo było ważniejsze od rynien i nowych drzwi do dzwonnicy. Świątynia, nawet z przeciekającym dachem, przetrwa lata, a bez wiernych – cóż znaczy? Pieniądz liczy się o tyle, o ile służy człowiekowi.

Zadowolony wyszedłem z kościoła i ruszyłem ul. Konopnickiej w stronę dworca autobusowego. Wtem ramieniem zaczepił mnie jakis mężczyzna w średnim wieku. Było zimno, sypał śnieg, więc twarzy nie widziałem dokładnie. Zresztą, nie przyszło mi do głowy, by się jej przyjrzeć.

No i wtedy stało się coś, czego nie umiem opisać inaczej, jak w sposób cudowny...Nieznajomy wepchnął mi coś do ręki i zanim zdążyłem zareagować, zniknął mi z oczu. Była to koperta z pieniędzmi. Inna niż ta, którą wręczyłem lekarzowi, ale równie pełna.

Do dziś nie wiem, kto i dlaczego mi ją dał. Jak to się stało? Czy to lekarz przemyślał swoje postępowanie i znalazł mnie potem w mieście? A może jakiś nieznany a hojny świadek mojej rozmowy z lekarzem? Albo ktoś zupełnie inny? Przypadkowy? Kto? Dziecko kilka tygodni później było już w domu. Dziś jest znaną w Jeleniej Górze osobą. Ha, ha! – bardzo znaną. Kościół zaś w mojej dawnej parafii wygląda tak, jakby został wczoraj postawiony. Kiedy czasem przejeżdżam obok niego to myślę – „Pan jest miłością”.

 

Kwestionariusz banalny. Nowiny Jeleniogórskie 9 sierpnia 2005 r.

Wywiadu udzielil ksiądz Stanisław Pagieła.

Mieszkam tu bo...

Od 35 lat jestem proboszczem. Wcześniej od 1962 r. dojeżdżałem z Jeleniej Góry odprawiać msze św. do Dąbrowicy na rowerze. Stworzyłem tę plebanię w miejscu, gdzie była piekarnia i sprzedawano chleb. To po co się przenosić gdzie indziej.

Lekcja z dzieciństwa którą zapamiętałem.

Rok 1946. Lekcja szacunku dla drugiego człowieka, bez względu na wiek i religię. Właściwie to nie była jedna lekcja, a lekcje. W maturalnej klasie Technikum Finansowego w Bielsku białej zachorowałem. Długo leżałem w szpitalu w Cieszynie. Moja wychowawczyni uparła się, że i tak zdam maturę. Co tydzień przywoziła do szpitala przepisane wszystkie lekcje. Maturę zdałem. Nauczycielka wyjechała do Izraela bo była Żydówką.

Ten pierwszy raz...

Dnia 25 czerwca 1962 r. po raz pierwszy samodzielnie odprawiłem Mszę św. o godzinie piątej rano, w klasztorze klauzurowym Sióstr Karmelitanek Bosych we Wrocławiu. Przeżycie niezwykłe, radość i wdzięczność, że doszedłem do kapłaństwa.

Mój przebój życia...

To sa dwie pieśni związane z Jasnogórską Panią. Śpiewam je codziennie, a przynajmniej w niedzielę, od 1962 r.

Wkurza mnie...

Pijaństwo, jak ktos przyrzeka narzeczeństwo swojej flaszce i słowo dotrzymuje. Z biegiem lat coraz mniej się denerwuję, ćwiczyłem to 43 lata, gdy uczyłem młodzież, ostatnio gimnazjalistów w Łomnicy, bo katechetka nie dawała sobie z nimi rady. Jak któryś mnie zdenerwował, nie leciałem ze skargą do dyrektora. Załatwiałem to w cztery oczy. Raz tylko w mediach nazwali mnie „Rambo w sutannie”, złodzieje w kominiarkach napadli na plebanię, a ja im w tym przeszkodziłem.

Oprócz rodziny nie umiem się obejść bez...

Myślałem, że bez roweru, ale i z tego musiałem zrezygnować. Nawet z Dąbrowicy, gdy przyjdzie pora, zrezygnuję bez dramatu. Chyba nie jestem przywiązany do niczego.

Gdybym dostał 100 tysięcy zł to ...

Zainwestowałbym w kościół w Dąbrowicy, w remonty i nowe inwestycje, choćby salę dla pielgrzymów.

Gdyby Polska była monarchią, królem uczyniłbym...sukcesji pozbawiłbym ...

Jestem proboszczem a nie prorokiem, można się pomylić. Na razie nie widze kandydata na króla. A sukcesji to oni się sami pozbawią.

Za późno na ...

Na kombinowanie.

Ulubiony dowcip ...

Ksiądz tłumaczy dzieciom, kto to jest anioł: „nie ma ani głowy, ani rąk, ani nóg”. A to śmieszna rzecz, ino sam brzuch, dopowiada malec.

 

Historia powstania Fabryki Papieru w Dąbrowicy.

Autorem jest prawdopodobnie Otto Krieg.

Pierwszą maszyne papierniczą produkującą na długim sicie papier bezkońcowy ustawił w 1803 r. jej wynalazca Anglik Bryan Donkin w Frogmore koło Londynu. Ten sam producent Donkin dostarczyl Niemcom w 1818 r. identyczną maszynę papierniczą dla Towarzystwa Akcyjnego „Patentpapierfabrik”, któremu państwo udzieliło patentu na produkowanie przez 15 lat papieru „bezkońcowego”, nazwanego tez papierem „maszynowym” – jako jednemu producentowi w Prusach.

W roku 1835, po wygaśnięciu patentu panowie: Jan Edward Kiessling z zawodu jubiler i aptekarz Fryderyk Wilhelm Schoffel, udali się na poszukiwanie w górach dolnośląskich odpowiedniego źródła siły wodnej, która mogła by służyć powstaniu fabryki papieru. Przeświadczeni o dobrej perspektywie rozwoju nowej gałęzi przemysłu, postanowili wspólnie zaprojektować i wybudować fabrykę.

Dnia 23 kwietnia 1826 r. spalił się tartak i ścierownia w Dąbrowicy. Jego właściciel – młynarz Grun – przy odbudowie zadłużył się do tego stopnia, że tartak i ścierownia zostały poddane licytacji.

Od nowego właściciela Jana Gotlieba Lankarta – odkupili Kiesslin i Schoffel całą parcelę nr. 27 zwaną poźniej Szarą Gęsią. W ten sposób powstała pierwsza fabryka papieru w Dolinie Jeleniogórskiej, a druga na Dolnym Śląsku.

Dnia 23 kwietnia 1835 r. rozpoczęła się, po zlikwidowaniu starego tartaku, budowa nowej fabryki papieru. Równocześnie rozpoczęto w pobliżu fabryki budowę 2 dpmów mieszkalnych dla nowych właścicieli. W 1835 r. jako pierwszy wprowadził się do swojego domuSchoffel, a w 1836 r. przeprowadził się Kiessling z Wrocławia do swojego domu. Schoffel zmarł 1870 r. w Złotoryi, a Kiessling w 1886 r. w Jeleniej Górze.

Potrzebne w fabryce wielkie koło zębate i walce, zamówiono na Górnym Śląsku, gdzie przy wykorzystaniu protekcji ministra von Redena z Bukowca, rozkwitł potężny przemysł ciężki. Same maszyny produkcyjne zostały zakupione w Firmie Donkin w Londynie. Najmłodszy brat Kiesslinga kupiec Ryszard Kiessling, udał się do Londynu w celu sprowadzenia maszyn. Z Anglii sprowadzono także fachowca w dziedzinie papiernictwa.

Dnia 3 sierpnia 1837 r. w dniu urodzin ówczesnego króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, w 2 lata od rozpoczęcia budowy, wyprodukowano pierwszy papier bezkońcowy – bladoniebieski. W 1836 r. zaangażowano Gustawa Schaffratha jako kierownika produkcji. Schaffrath uczył się zawodu w Sebnitz w Saksonii, a jego siostrzeńca Gustawa Go zatrudniono jako ucznia w roku 1858, a od 1887 r. został on kierownikiem produkcji potężnie już rozbudowaniej fabryki.

Po śmierci Schaffratha kierownikiem produkcji został Karol Palma z Aalen w Wurttembergii. Był on siostrzeńcem znanego księgarza Palmy, rozstrzelanego na rozkaz Napoleona. Od 1837 r. jako księgowy w fabryce, pracował kupiec Karol Luis Krieg. Kiedy w roku 1852 fabrykę nabył von Decker, Krieg otrzymał nominację na dyrektora fabryki. Po śmierci Kriega w 1862 r. dyrektorem został jego syn Otto. Już od 3 sierpnia 1858 r. Otto Krieg pracował w fabryce jako technik, zaś dyrektorem przestał być w 1908 r.

Współżycie dwóch właścicieli Kiesslinga i Schoffela układało się coraz gorzej. Jednym z powodów było zróżnicowanie w kierunkach politycznych. Nie bez znaczenia też był zakup majątku rolnego wraz z pałacem w Dąbrowicy w 1845 r. przez Kiesslinga, bez porozumienia się z partnerem. Majątek ten należał przedtem do barona von Rosena.

Schloffel opuścił więc partnera i wyprowadził się na Górny Śląsk, aby tam nabyć nowe majętności. Jego miejsce zajął Jan Bock, który uprzednio prowadził aptekę we Wrocławiu i Berlinie. Odtąd nazwa firmy brzmiała Kiessling und Bock. Dnia 20 maja 1846 r. Bock osiedlił się z rodziną w Dąbrowicy w dawnym domu Schloffela. To tu urodziła się jego córka Klara późniejsza żona dyrektora Otto Kriega.

Fabryka produkowała wszystkie gatunki papieru, przede wszystkim lepsze gatunki papieru listowego i nadające się na druki. Rynkiem zbytu był cały Śląsk, później znalazła się też klientela z Berlina.

Tajna Nadworna Drukarnia należąca do von Deckerów, późniejsza Królewska Tajna Nadworna Drukarnia von Deckera, zużytkowała prawie całą produkcje papieru, więc najkorzystniejsze było nabycie całej fabryki na własność przez Królewskiego Tajnego Drukarza Nadwornego Rudolfa von Deckera.

Upoważniony przez Deckaea Wilhelm Schulze doprowadził dnia 21 lutego 1852 do podpisania kontraktu sprzedaży / kupna. Schulze otrzymywał dalej przyjazne stosunki z Kiesslingiem i Bockiem, jak również i z dyrektorem Otto Kriegiem. Od 1870 r. wycofał się z życia czynnego i żył spokojnie do 1885 r, w mieszkaniu w Dąbrowicy przydzielonym mu przez Deckera.

Nowym właścicielem stał się Rudolf von Decker do śmierci w 1877 r. a później jego synowie Ryszard, Georg i Gustaw. Po opuszczeniu fabryki przez Gustawa, fabryke prowadzili bracia Ryszard i Georg. Dyrektorem mianowano Karola Luisa Kriega. Bock wyprowadził się z rodziną do Wrocławia. Fabryka rozwijała się i rozszerzała produkcję.

W 1847 roku właściciele fabryki postawili pierwszy dom mieszkalny dla robotników pod nazwą Die Goldammer, do którego wprowadziły się 4 rodziny. Pan von Decker rozpoczął w 1857 r. budowę następnego domu mieszkalnego o nazwie Szara Gęś, następne domy miały nazwy: Nowa Ameryka, Willa Pauline, Willa Ulrike, Willa Adelgunde, Willa Friederike. W Raszycach również przystąpiono do budowy domu mieszkalnego dla robotników. W 1887 r. fabryka dysponowała 50 mieszkaniami, które przydzielono majstrom i starszym zasłużonym robotnikom, za bardzo niską opłatą, względnie bez opłaty.

Osobny dom mieścił kuchnię dla robotników, w której rozprowadzano tanie obiady i bezpłatną kawę. Dla odpoczynku i przerw obiadowych, udostępniono robotnikom jadalnię. Na piętrze budynku urządzono salę noclegową z 20 łużkami, dla robotnic mieszkających w oddalonych wioskach, aby zaoszczędzić im codziennej dalekiej drogi do pracy. Pod opieką starszej kobiety, robotnice spędzały wolny od pracy czas i miały bardzo tani nocleg.

Po nabyciu dnia 5 września 1859 r. majątku wraz z pałacem w Dąbrowicy przez pana von Deckera, przyjechał on dnia 17 czerwca1861 r. pierwszy raz z rodziną aby spędzić z rodzina letnie miesiące. Blisko fabryki wybudował nowy obszerny budynek przeznaczony na szkołę, która wraz z otaczającą ją posesją podarował gminie Dąbrowica. W 1857 roku przestawiono zasilanie fabryki z turbin wodnych na parowe. Do 1874 r. zmodernizowano fabrykę wprowadzając postęp techniczny prawie na wszystkich stanowiskach.

W roku 1858 przystąpił do pracy jako technik i współ dyrektor Otto Krieg. W 1862 r. umiera Luis Krieg i Otto jest odtąd jedynym dyrektorem. W 1908 r. Otto Krieg opuscił fabrykę i zamieszkał jako emeryt w Jeleniej Górze gdzie zmarł w 1920 r.

Na skutek regulacji granic między majątkami Dąbrowica i Wojanów, można było przystąpić do budowy nowej zapory wodnej na rzece Bóbr w 1862 r. Właścicielka majątku Wojanów księżniczka z Niderlandów Luiza córka króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, odstąpiła za odszkodowaniem część swojej ziemi, majątkowi w Dąbrowicy. W trakcie prac regulacyjnych odkupiono od restauracji Pelikan parcelę. Sprawy finansowe uregulował dnia 10 listopada1862 r. dyrektor Krieg z restauratorem Feige i restauracja stała się własnością fabryki papieru.

Dnia 13 kwietnia 1872 r. wyprodukowano w Dąbrowicy pierwszy arkusz papieru czerpanego. Produkcję papieru czerpanego na użytek banknotów rozpoczęto w 1874 r. Nominały banknotów to 1000 marek, 500 marek, 50 marek, 20 marek. Papier na 100 i 5 markowe banknoty produkowała inna fabryka. Po powstaniu Rzeszy Niemieckiej produkcja jednej fabryki była niewystarczająca. Obok papieru czerpanego w Dąbrowicy produkowano: papier na zwykłe karty pocztowe na telegramy. Dnia 12 stycznia 1877 r. umiera Rudolf von Decker w Berlinie, a 31 października jego trumnę umieszczono w grobowcu rodzinnym w Dąbrowicy.

Fabryka Papieru przez 25 lat znajdowała się w posiadaniu jednego właściciela i to jemu zawdzięcza taki rozkwit. Synowie Deckera prowadzili fabrykę dalej w starym stylu. Królewska Tajna Nadworna Drukarnia w Berlinie stała się własnością Rzeszy Niemieckiej i połączona z Pruską Drukarnią Państwową, pozostała wierna Fabryce w Dąbrowicy.

 

Przemysł papierniczy – Dabrowica od 1945 r.

Rocznik Jeleniogórski XXXIV z 2002 r. M. Szymczak.

W 1945 r. fabryka należała do spółki komandytowej Eischberger Papierfabrik KG, której jedynym udziałowcem była księżna Dorothea Marie zu Schleswig – Holstein z Przemkowa koło Szprotawy. Zakład posiadał dwie maszyny papiernicze, o łącznych możliwościach produkcyjnych 25 ton na dzień. Po wojnie fabrykę udało się uruchomić najwcześniej spośród podjeleniogórskich papierni, bo już w sierpniu 1945 r.

W pierwszych latach powojennych, wielkość powojennej papierni utrzymywała się na poziomie 3 krotnie niższym niż u schyłku lat 30 tych. Według danych za 1946 r. zakład wyprodukował zaledwie 2.400 ton papieru, co stanowiło zaledwie 33% produkcji z 1939 r. W następnych latach spadek jeszcze bardziej się pogłębił, a w 1948 r. zakład wyprodukował zaledwie 2.000 ton papieru. Sytuacja dopiero poprawiła się w 1950 r., kiedy to dąbrowicka fabryka wyprodukowała 4.100 ton papieru czyli o 1.800 ton więcej niż w roku poprzednim, a w 1953 r. produkcja wyniosła już 5.200 ton.

Przez szereg następnych lat, fabryka dostarczała podobną ilość papieru. Po II wojnie światowej przez wiele lat, zakład nie był modernizowany, a większość inwestycji miała charakter remontów odtworzeniowych. Przełom nastąpił w II połowie lat 60 tych, kiedy to rozbudowano zakładową siłownię i unowocześniono jedną z maszyn papierniczych. Największe inwestycje przeprowadzono w następnej dekadzie; w 1970 r. zmodernizowano napęd holendrów; zlikwidowano pędnie pasowe wprowadzając indywidualne napędy i rozpoczęto przygotowania do gruntownej modernizacji starszej maszyny papierniczej eksploatowanej od 1866 r. Do realizacji inwestycji przystąpiono na początku 1972 r. kończąc ją w końcu roku.

Po modernizacji zakład stał się znacznie wydajniejszy; w 1974 r. produkcja wyniosła blisko 8.200 ton papieru, co było rekordową wielkością w dotychczasowej historii dąbrowickiej papierni. Kolejne poważne inwestycje w Dąbrowicy zostały przeprowadzone na początku lat 80 tych, kiedy to przebudowano maszynę papierniczą z 1909 r. W 1990 r. przy zatrudnieniu 135 osób wyprodukowano 5.370 ton papieru. Pod względem wielkości produkcji, zakład zajmował II miejsce, a jego rentowność nyła na przyzwoitym poziomie. Wprawdzie w pierwszych miesiącach 1992 r. zakład przyniósł straty, jednak po podziale KZP dzieki znajdującym się w dobrym stanie technicznym urzadzeniom produkcyjnym, sytuacja mlodego przedsiębiorstwa zaczęła się poprawiać.

Dnia 1 sierpnia 1996 r. papiernię sprywatyzowano poprzez przejęcie jej na zasadzie leasingu przez spółkę pracowniczą pod nazwą Fabryka Papieru Sp. z o.o. w Dąbrowicy, której prezesem został dotychczasowy dyrektor Jerzy Czarnecki. Od tego czasu poniesiono nakłady inwestycyjne na kwote ponad 2.900.000 zł, co pozwoliło rozwinąć produkcję ekologicznych papierów oraz podwyższyć jakość wyrobów.

Możliwości produkcyjne zakładu ocenia się na 8.500 ton papieru w ciągu roku. Dąbrowicka papiernia z racji produkowanych w niej asortymentów, należy do najciekawszych zakładów przemysłowych z okolic Jeleniej Góry. W latach 70 i 80 tych XIX wieku wytwarzano tu papier na niemieckie banknoty i papiery wartościowe. Po wojnie dzięki możliwości wytwarzania papierów ze znakiem wodnym, produkowano tu pod eskortą wojska, inne papiery wymagające zabezpieczeń; na kartki żywnościowe w latach 1951 – 53, i w 1989 r. Wyrabiano również papier techniczny, bibułę teczkową, papier powielaczowy, karton kreślarski, papier do drukowania: ilustracyjny, offsetowy, biblijny, wklęsłodrukowy, monopolowy, karton pocztówkowy. Dzisiaj fabryka jest jedyna w kraju która produkuje papier ze znakiem wodnym. Obecnie robią papier na recepty lekarskie.

 

Szkoła Podstawowa w Dąbrowicy 1960/1961 r.

Kierownikiem szkoły był Janusz Mania. A oto jak przedstawiał się stan liczbowy dzieci w poszczególnych klasach: kl. I – 26 ucz, wszystkie dziewczęta w ciemnych fartuchach i białych okrągłych kołnierzykach, chłopcy w ciemnych spodniach i swetrach. Klasa II – 31 ucz. zespół cichy ale na lekcji „wiercipięty” i ciągle skarżą jeden na drugiego. Klasa III – 15 ucz, grupa mało liczna ale sporo „łobuziaków”. Klasa IV – 18 uczniów, biją rekordy w spóźnianiu się na zajęcia szkolne, być może że wielu z nich „ma poważne kłopoty z uszami” bo nie słyszą dzwonka. Klasa VI – 15 ucz, bardzo chętna do wszelkich prac społecznych, ale nie do nauki. Klasa VII – 12 ucz, bardzo zrównoważona, nikt się tu nie wyróżnia.

Choinka noworoczna – dnia 28 stycznia 1961 r. o godzinie 18 w sali świetlicy fabrycznej „Pelikan”, zebrali się rodzice i wszystkie dzieci z wychowawcami. Dzieci przebrane były za: górnika, cygana, śnieżyczkę, pajaca, laleczkę i wiele innych postaci. Uroczystość rozpoczął kierownik krótkim przemówieniem, następnie były występy dzieci młodszych i starszych: wiersze, piosenki, inscenizacje oraz dowcipne skecze. Na koniec części oficjalnej przyszedł Dziadek Mróz i rozdał słodycze. Później była zabawa która trwała aż do godziny 22.

Dnia 9 marca odbył się konkurs „dobrego czytania” z wyznaczonych 3 lektur szkolnych. Zmorą dla szkoły jest brak ogrodzenia, zwłaszcza gdy dzieci się bawią lub grają w piłkę która zapewne „specjalnie” zawsze ucieka na tory kolejowe i niekiedy pociąg kończy jej krótki żywot. Na wiosne pan kierownik przekonał rodziców aby wspólnie z uczniami ogrodzić boisko i szkołę. Z okazji Święta Pracy – dnia 1 Maja odbyła się uroczysta akademia, były wiersze i piosenki, a młodzież pięknie udekorowała szkołę i dokładnie wysprzątała swoje podwórko przed budynkiem szkolnym.

Dnia 22 czerwca młodzież, dzieci i nauczyciele oraz rodzice, bardzo uroczyscie pożegnali absolwentów szkoły czyli uczniów klasy VII. Wszyscy otrzymali promocję czyli mogą dalej się kształcić. Wieczorem rodzice urzadzili dla młodzieży z klasy VII, zabawę taneczną która trwała do godziny 22. Następnego dnia pożegnano pozostałych uczniów – wreszcie upragnione wakacje.

„Hej, wakacje to rzecz miła! Wyśmienita rzecz. Już nauka się skończyła. Książki poszły precz! Gdy godzina 8 znika i do szkoły czas. Za spóźnienie, do dziennika nie zapiszą nas!”...

Dzieci odświętnie ubrane, obowiązkowo z kwiatami, stanęły w czworobok na boisku szkolnym. Najpierw przemówił kierownik, później Przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego, następnie były deklamacje uczniów klas młodszych, piosenki i inscenizacje. Następnie rozdano nagrody dla najlepszych uczniów, którzy pracą i nauką zasłużyli na wyróżnienie. Na samym końcu rozdano wreszcie świadectwa dla tych którzy przeszli do następnej klasy oraz dla tych co pozostali na następny rok w tej samej klasie. Wreszcie już upragnione i wyczekiwane wakacje.

Rok szkolny 1961/1962.

Dnia 1 września rozpoczął się kolejny rok szkolny. Do pracy przyszły 3 nowe nauczycielki. Dnia 12 października obchodzono 18 rocznicę LW Polskiego. Nauczycielki opowiedziały swoim dzieciom chlubną historię LWP oraz jej szlak bojowy, później były okolicznościowe wiersze i piosenki wojskowe oraz taniec „Polonez”. Do tańca i śpiewu przygrywał uczeń Jurek Kudłaciuk.

Dnia 7 listopada to 44 rocznica Rewolucji Październikowej. Na uroczystości przemówił kierownik szkoły, opowiadając mlodzieży jak doszło do tego historycznego wydarzenia, o krążowniku „Aurora” i o ZSRR, które jest tylko największe ale również najbogatsze państwo świata. To jej syn jako pierwszy wyruszył na podbój Kosmosu – Jurij Gagarin. Deklamowano po polsku i rosyjsku, śpiewano piosenki polskie i rosyjskie.

Dnia 30 grudnia 1961 r. w szkole założono Spółdzielnię Uczniowską. Pierwszy prawdziwy sklepik prowadzą sami uczniowie. Są tam: zeszyty, ołówki, stalówki, gumki oraz bardzo smaczne bułeczki. Dnia 4 stycznia odbył się bal dziecięcy w Domu Kultury w Jeleniej Górze, na którym była również delegacja z naszej szkoły.

Dnia 23 czerwca po raz ostatni zadźwięczał dzwonek szkolny. Jutro wakacje, lekcje skończone. Absolwenci szkoły odeszli 3 dni wcześniej.

Zmiany nazw miejscowości na przestrzeni dziejów.

1677r. – Aichberg, 1726r. – Eichberg, 1945r. – Dębowa Góra, 1946r. – Dąbrowica.

Zmiany ludności we wsi w ostatnich 225 latach.

1786r. – 208 0sób, 1816r. – 209 osób, 1840r. – 230 osób, 1871r. – 446 osób, 1885r. – 500,

1905r. – 482 osoby, 1925r. – 512 osób, 1940r. – 554 osoby, 1945r. – 411 osób, 1970 – 611,

1978r. – 645 osób, 1988r. – 645 osób, 2000r. – 804 osoby.

 



administrator, 11-11-2013, odsłon: 1965
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Konto

Login:

Hasło:


Nowe konto
Reklama
Nasze serwisy